O Zawiszy
A Paszkiewicz wyrok pisze,Na Artura, na Zawiszę,Na Zawiszę, na Artura:— Szubienica! łokieć sznura!
Miał Zawisza matkę siwą,We łzach, w trwodze ledwo żywą,Co na całym bożym świecieSkarb ten jeden miała — dziecię.
Błaga pani ZawiszynaU nóg kata — życia syna,Błaga życia jedynaka —A Paszkiewicz: Precz, ty taka!...
Wstała Polka, wzniosła lica,Z wzgardą patrzy w Paszkiewicza,Drżą jej usta, oczy płoną,Stoi z ręką podniesioną.
Milczy chwilę — groźna całaW swej rozpaczy majestacie,Aż wybuchnie klątwą srogą,Bogdajś skonać nie mógł, kacie!————————
I spełniła się ta klątwa,I ta matka jest pomszczona.Przeszły lata; a PaszkiewiczCztery dni w męczarniach kona.
Obstąpiły czerńce wkoło,Dymem popy kadzą łoże...Cztery dni Paszkiewicz kona —Kona — a skonać nie może!
Aż zaszepcze schrypłym głosem:— Szukać... gdzie jest Zawiszyna?...Gdzie ta matka, com jej stracił —Jedynaka... stracił... syna! —
Jej to klątwa mnie dotknęła,Ona tylko odkląć może...Niechaj przyjdzie — niech przebaczy...I na śmierci upadł łoże.
Weszła. Anioł tak wstępujeDo piekielnych mąk otchłani...Zrywa się Paszkiewicz z jękiem,— Przebacz, matko! Przebacz pani! —
A ta Polka — chrześcianka —Rzekła: — Niech ci Bóg przebaczy! —A Paszkiewicz skonał wtedy —Skonał krwawy herszt siepaczy.