O Zawiszy

Maria Konopnicka (1842–1910)

A Paszkiewicz wyrok pisze,Na Artura, na Zawiszę,Na Zawiszę, na Artura:— Szubienica! łokieć sznura!

Miał Zawisza matkę siwą,We łzach, w trwodze ledwo żywą,Co na całym bożym świecieSkarb ten jeden miała — dziecię.

Błaga pani ZawiszynaU nóg kata — życia syna,Błaga życia jedynaka —A Paszkiewicz: Precz, ty taka!...

Wstała Polka, wzniosła lica,Z wzgardą patrzy w Paszkiewicza,Drżą jej usta, oczy płoną,Stoi z ręką podniesioną.

Milczy chwilę — groźna całaW swej rozpaczy majestacie,Aż wybuchnie klątwą srogą,Bogdajś skonać nie mógł, kacie!————————

I spełniła się ta klątwa,I ta matka jest pomszczona.Przeszły lata; a PaszkiewiczCztery dni w męczarniach kona.

Obstąpiły czerńce wkoło,Dymem popy kadzą łoże...Cztery dni Paszkiewicz kona —Kona — a skonać nie może!

Aż zaszepcze schrypłym głosem:— Szukać... gdzie jest Zawiszyna?...Gdzie ta matka, com jej stracił —Jedynaka... stracił... syna! —

Jej to klątwa mnie dotknęła,Ona tylko odkląć może...Niechaj przyjdzie — niech przebaczy...I na śmierci upadł łoże.

Weszła. Anioł tak wstępujeDo piekielnych mąk otchłani...Zrywa się Paszkiewicz z jękiem,— Przebacz, matko! Przebacz pani! —

A ta Polka — chrześcianka —Rzekła: — Niech ci Bóg przebaczy! —A Paszkiewicz skonał wtedy —Skonał krwawy herszt siepaczy.