Pod Szczekocinami
Widzi Moskwa, że nie sprosta,Gdzie odwaga taka,Więc do boju na KościuszkęPrzyzywa Prusaka.
Wieją orły, świecą kosyCichemi polami,Stanął z wojskiem pan KościuszkoPod Szczekocinami.
Wpadła na nich jazda wroga,Jak gradowa chmura,Krzyczą nasi: W imię Boga!Krzyczy Moskwa: — Hura!
Jak dwa wichry, tak się starli,Aż z krwi poszła para,Przełamała jazdę wrogaNasza dzielna wiara!
Świszczą szable, błyszczą kosy,Aż się oko mruży...Wtem zahuczą pruskie działa,Jako grom wśród burzy.
Zachwiały się w rękach szable,Zachwiały się kosy,Pokryło się pole trupem,Jak krwawemi kłosy.
Jak lwy, tak się rzucą nasiNa pruską redutę,Kosyniery pędzą w błyskachDymami osnute...
Widzi, widzi pan KościuszkoJak się jęli walić,Do odwrotu trąbić kazał,Żeby lud ocalić.
Trzykroć tyle było wroga,Trzykroć większa siła,Armatami i bagnetemNa naszych tam biła.
Tam Wodzicki padł generał,I Grochowski dzielny,A Sanguszko tam osłaniałOdwrót nieśmiertelny.
Ściągają się Kosyniery,Mężne hufce nasze,Ale jeszcze w drodze rażąKosy i pałasze.
Oj ty pole szczekocińskieTrupami zasłane,Nie zadałoś ty nam hańby,Lecz szlachetną ranę!