Nie miejże urazy
Poezye. Serya pierwsza
Nie miejże urazy do mnie, słonko moje,Że ja w blaskach twoich zachmurzona stoję!Nie miejże urazy, słonko brylantowe,Źe ja mam łzy w oczach i schyloną głowę.
Ty chodzisz po niebie, po błękitnem niebie,Złote chmurki biją gościniec dla ciebie,Zorza cię obrzuca różami jasnemi...Ty chodzisz po niebie, ja — po smutnej ziemi.
Gdy oczy otworzysz, blaski dnia się złocą:A ja wstałam czarną, bez rozświtu, nocą...Ty wiesz, że gdzie pójdziesz, weźmiesz swe promienie;Ja, choć wołam: „światło!” niosę z sobą cienie.
Ty kąpiesz swe czoło w jasnem, cichym zdroju;A ja myśl swą nurzam w falach niepokoju...Ja rozświecam ciernie, ty rozświecasz róże;Ty tylko pogodę, ja widziałem burze.
Droga twoja, słonko, równa, jak pierścionek;Cicho w morzu tonie kończący się dzionek;Nie znasz łez tęsknoty, nadziei uśmiechu;Zachodzisz bez żalu, wschodzisz bez pośpiechu.
Ja znam błędne blaski i zaćmienia ducha;Wiem, że dziś, to odłam przeszłości łańcucha;Wiem że jutro wstanie z ścisłością straszliwą,Jako dawnych przyczyn konieczne ogniwo...
Więc drżę i na zachód oczy zwracam z trwogą,I pytam; gdzie idą? czy cienie przemogąGasnące te blaski? czy wskrzesną o świcie?I pragnę ust tchnieniem utrzymać ich życie.
Nie bywasz ty, słonko, w ponurej ciemnicy,Gdzie nędzny skazaniec zamiera z tęsknicy;Nie bywasz, słoneczko, w poddaszu ubogiem,Gdzie wilgotne ściany kostnieją za progiem...
Nie widzisz ty nigdy zbrodni, skrytej w cieniu;Nie wiesz, co bezsenna noc mówi sumieniu;I ledwo promyczek pierwszych brzasków bladyZasłyszy żądz mętnych płomienne narady.
Ty nie widzisz, słonko, z wysokiego nieba,Jak się sen przedaje za kawałek chleba;Ty nie widzisz matki schylonego czołaNad kolebką dziecka, co próżno jeść woła...
Nie widzisz, jak walczy, upada, zwycięża,Ten młody zapaśnik, co urość chce w męża;Nie widzisz ty, słonko, jak myśl gorejącaWypala się cicho przy blaskach miesiąca...
Nie widzisz, jak we łzach stoi lilia blada;Nie widzisz, jak gwiazda zabłąkana spada;Nie słyszysz szelestu drżącego oddechu,I nie znasz pragnienia, ni walki, ni grzechu.
Ty królewskie czoło podnosisz w błękity,Nad świat ten złamany, skłócony rozbity,I nie wiesz, ciskając promieni swych słupem,Że jesteś gromnicą, zatloną nad trupem.
Więc nie miej urazy do mnie, słonko moje,Że ja w blaskach twoich zachmurzona stoję;Nie patrz na mnie z dziwem oczyma złotemi...Ty chodzisz po niebie, ja — po smutnej ziemi!