W gorzkiej zadumie
Poezye w nowym układzie. Tom I, Fragmenty
W gorzkiej zadumie na tę ziemię patrzę,I na jej pola patrzę spustoszone,I widzę nad nią gwiazdy coraz bladsze,I widzę słońca gasnącą koronęW mgłach, które smętną przyoblokły nocąWszystko, co światłem jest, i co jest mocą.
Kwiaty się nasze skarżą łez swych rosą,Że woń ich z wiatrem wiejącym ucieka,Że wiosny nasze nic z sobą nie niosą,Że od żniw naszych nikt chleba nie czeka...Kwiaty się nasze skarżą... Ja je słyszę,Gdy myślą w zmierzchy zapadnę i w ciszę.
I coraz więcej słabości i drżenia,Marnych porywów i marnych przestrachówCzuję, dłoń kładąc na serc uderzenia...I stoję cicha wśród pustki tych gmachów,Gdzie w prochu leżą strzaskane filary.I myślę — jaki świat smutny i stary!
Węże, co idą w wilgotne swe nory,Odmieniać z grzbietów skóry twardniejące,Na starych dębach popękane kory,Które wiatr łupie, a wysusza słońce —Mniej strupieszałe są i mniej mogilne,Niż ty, o serce wieku! O bezsilne!!
Nawet motyla nie spłoszysz swem biciem,Nie stargasz nawet i pajęczej przędzy...Jedna z fal morza, co zowie się życiem,Już cię ogłusza — drzemiące w swej nędzy...I jeden oddech szerokiej przestrzeniPrzeraża ciebie, iż krew twą rumieni!
O, wiem już teraz jaką daje karęBóg, w ziemskich piekieł najgłębszej głębinie!— On czyni ludy zastygłe i stare,Siedzące w zmierzchach na własnej ruinie.On ich spojrzeniem wstrzymuje zagasłemCzas, by nie buchnął okrzykiem ni hasłem.
O, wiem już teraz, jak Bóg dzieje piszeTym, co ich stworzyć nie mają dość siły!— On żywych wtrąca w grobowych snów ciszę,W własnej niemocy pogrąża mogiły,I rozsypuje ich kości na pole,Wziąwszy im duszę życia — życia wolę.