Ponowa
Poezye w nowym układzie. Tom III, Pieśni i piosenki — Z pola i z lasu
Wybiegiem świtem z chaty rad,W przeczuciu życia błogiem,Aż tu na śniegu świeży śladPrzed samym leżał progiem.
Spojrzałem, ślad wyraźny tkwiW srebrzystym śnieżnym pyle,Jakby ktoś biegł, i u tych drzwiZatrzymał się na chwilę...
Czyj był, i jakich rączych nóg? —Nie psułem sobie głowy...Śpieszno mi było przejść przez próg,I użyć tej ponowy.
Ślad poszedł zrazu w rączy skok,Ja za nim, bez pamięci,Zwrócony mając pilnie wzrok,Jak zwija się i kręci.
Wolniej, to znów się chyżej kładł,Ledwo znaczony w biegu,I słońcem płonął, cieniem bladł,Na suchym, świeżym śniegu...
Nie rwał go żaden rów, ni płot,A choć mi widna chata,Na czole miałem zimny pot,Jakbym biegł długie lata...
I zdjął mnie smutek, zdjął mnie lęk,Szał jakiś i zachwyty,Na ustach miałem śmiech i jęk,A w sercu ból niezbyty...
I chciałem paść i głową tłucO ziemię, tak jak dziecię,I chciałem krzyczeć z całych płuc,Lecz ciągle biegłem przecie!
Aż nagle ślad ten lekkich stóp,Przepadł jak wichrem starty...Spojrzałem — był przede mną grób,Grób pusty i otwarty...