Jako ten jeleń

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye w nowym układzie. Tom IV, Obrazki

Jako ten jeleń, co lecąc do zdroju,Z dyamentów rosy otrząsa krzew młody,Do żywych źródeł tęskni dusza moja,Do żywej wody!

Pragnę i jestem, jak trawa mdlejąca,Na posieczysku skwarnem rozesłana,Którą źrenica rozogniona słońcaPali od rana.

A gdzie strumienie, a gdzie są te rzeki,Co mnie napoją w porannych zórz ciszy?Jako huk morza, tak huk ich dalekiUcho me słyszy!

Z gór wielkich spłyną, jak płaszcze błękitu,Przybiorą z jarów i źródlisk tajemnych,I w pierwszych blaskach nowego rozśwituNapoją ciemnych.

I srebrnem skrzydłem uderzą o gmachySpróchniałe w sobie, stojące bez duszy,I pójdą dreszczem po ludach przestrachyI grom je ruszy.

A zaś na pola i łąki uderzą,Gdzie siew przyszłości przysuły mdłe pyły;I zielonością rozkwitną nam świeżą,Stare mogiły.

I precz poniosą, aż w ocean siny,Fale łez ludzkich — i krwi ludzkiej rzeki;I nowe światy powstaną z głębiny,I nowe wieki.