W cień owinę

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye w nowym układzie. Tom V, Z mojej księgi

W cień owinę się jak w rąbek,Księżyc przyćmię gwiazdy zdmuchnę,Skrzydła wezmę dwa bieluchne —I polecę — jak gołąbek!Mój gościniec — mleczna droga,Mój przewodnik, co tam mruga,Gwiazdka jedna, gwiazdka druga,Co się pali u stóp Boga.Tyle smutków przez dzień cały,Tyle troski, tyle nudy...Witaj, witaj, druhu biały,Czarodziejskich snów ułudy!Gdzie polecę? gdzie popłynę,Nim mnie ranek schwyci szary?W step szeroki? W mórz głębinę?Pod błękitnych zórz kotary?Cisza wabi, cisza nęci...O! bodajto, chociaż we śnie,Zbyć się myśli i pamięci,Co udręcza tak boleśnie!

Dość, dość skarg tych! Dość tych żalów!Noc tak cicha, pełna woni...Czuję srebrną mgłę na skroni,A w źrenicy błysk opalów!...Kto tam płacze? kto tam wzdycha?Precz, ty czasie, z rdzawą kosą!Wznieśmy toast z róż kielicha,Nabranego świeżą rosą!Ktoś się biedzi z dawnym bólem,Ktoś z swą nędzą, ktoś z tęsknotą...Zbudź się, powstań, jesteś królem,Wznosisz czarę szczerozłotą!Któżby słuchał świat rachunków,Z gorętszego serca drżenia?Co to? skargi? co? westchnienia?Nie! to szmery pocałunków!Chór majowych dzwonków w lesiePieśń uroków pełną niesie...Któż mi wzbroni, na tej ziemi,Noc prześpiewać razem z niemi?Chwilę szczęścia trzeba chwytać,Jak złotego ptaka w locie...Mam-że we łzach i w tęsknocieCzekać, aż dzień pocznie świtać?Serce, nie bijże tak głośno...Ty wiesz przecie, że niewolno!

Co? piosenkę chcesz miłosną?»...Pokochałem różę polną...«Nie, nie, proszę! ciszej, ciszej!Sen ucieknie mi ułudny...Nuż się zbudzi, a usłyszyRanek zimny, ranek nudny!Jak namiętnie noc ta pała!Ileż blasków w tej ciemności!Ach, do ciebie, różo biała,Toast szczęścia i miłości!