W rocznicę śmierci Zygmunta Krasińskiego

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom III

Modliły się dziś echowe kolumnyŁkaniem swych pieśni i ech swoich płaczemDo archanioła, co stoi u trumnyTego, który tu w życiu był tułaczemI odszedł, gdzie go wiodła smętna gwiazda,Domostwa szukać i wiecznego gniazda.

A usta, które tam w ciszy pałały,Jak pała ogień stłumiony popiołem,Rzekły: »Dopókiż, archaniele biały,W grobowcach mieszkać będziesz bladem czołem,Jako umarły księżyc świecąc ziemi,Cichy, nakryty skrzydły przebitemi?

Oto już harfy, które cię płakały,Zmilkły, jak orły, uśpione na chmurach,I wytracone są z kołczanów strzały,Które duch ciskał, na złotych się piórach

Pieśni unosząc; z serc sypie się próchno...Maluczko jeszcze, a wichry nas zdmuchną...

Oto już słowik, co wołał: »Cezara!«W gotyckich sklepień obłąkał się ciemnie...Oto Przedświtu budząca się maraJutrzenki złote rozpala daremnie...Oto Irydjon sny przespał złowieszcze,A ty nie wznosisz skrzydeł — ty śpisz jeszcze?

O, zmiłuj ty się i nie daj żałowaćTym, co umarłej oddali swe życie;Nie daj im ducha zwątpieniem zepsować,Ale im ukaż tę zorzę w błękicie,Co ma po wiekach zajaśnieć nadzieją,O, zmiłuj ty się, bo serca nam mdleją!«

Lecz wkoło była cisza. Żadne ustaPłonącym owym nie dały odzewu,A wielka nawa, ostygła i pusta,Podobna była umarłemu drzewu,Na którem umilkł śpiew i ptasie szmery,A śmierć zeń ciosa cicho deski cztery...