Adoracya Magów
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV
Jak kaplicy starczą ściany,Jak rozmachu starczy ręki,Jedzie orszak, złotem tkany,Do Betleem, do stajenki.
Od zamorskiej gdzieś krainy,Od Ultimae świata Thule,Do Madonny, do DziecinyZ ofiarami jadą króle.
Razem z królmi zamku pany,Tęgie głowy, harde dusze,Jak fresk długi w poprzek ściany,Jadą i Medyceusze.
Ot, fundator sam na przedzie,Tuż przy królu Baldassaro;
O krok niżej za nim jedzie,Lecz nie niższy mu jest wiarą.
Tyle tylko, że nie święty.A kto sądy zgadnie Boże?Świętych regestr nie zamknięty:I fundator stać w nim może!
Że ustąpił teraz kroku,Toć obyczaj gościnności:Na swym własnym fresku, w tłoku,Trudnoż mu się rwać przed gości!
Lecz w Signorii widzieć trzeba,Co za rodu tego dzieje...Czy do świata, czy do nieba,Wszędzie pierwsi Medyceje!
Kto wie, czemby już nie byli,(Los gdy sprzyja, to nie pyta);Lecz w Florencji w onej chwiliWłaśnie rzecz jest pospolita.
Tuż za Kosmą rżnie koniuszy— Jakże panu być bez sługi? —Zaczem truchtem czeladź ruszy,Barwny pachoł jeden, drugi.
Jadą, jadą w złotym pyle,Blask się tęczą w oku miesza.Co kolorów! Bogactw ile!Jaka tłumna, strojna rzesza!
Tam na lewo, przy Melchjorze,Siostrzan pański, czy »nipote«;
Na błękitnym ma bisiorzeCzarne pióra, lamy złote.
Jakie miny i czupryny,Jak rumaki grzebią nogą!Gdyby chcieli, gobeliny,Jak trakt długi, wysłać mogą.
Świecą bronie, błyszczą szaty,Wieją kity, pióropusze;Rzecz wiadoma, ród bogaty,Stać na to Medyceusze!
Jużci Boga bliżsi przecie,Niźli nacje te postronne;Toż najpierwsi ujrzą DziecięI Józefa i Madonnę.
Poznali się na nich króle,Co za przednie jest to plemię;Król ich Gaspar wita czule,Jadą w pobok strzemię w strzemię.
W same oczy gwiazda płonie,Przedporanna cisza wonna...Brzękną tręzle, zarżą konie,Będzie rada im Madonna!
Koń przy koniu, muł przy mule,Halebardy i sztandary...Króle jadą! Co tam króle:Medyceusz jedzie stary!
Jadą, ciągną w złotym pyle,Barw się tęcza w oku miesza.Ileż bogactw! Blasku ile!Jaka tłumna, strojna rzesza!
Co?... Kadzidło? Myrra? Złoto?Dar ulotny, skąpy, płonny!— Stary Kosma trzyma otoKościół w ręku dla Madonny.
To coś więcej znaczy przecieI nie schować go w szkatule...— Różnie bywa, a na świecieBłyśnie czasem pan nad króle!
Szkoda, że fresk tak już staryI tak zblakła ta parada,Że tej prostej, świeżej wiaryZ ścian mistrzowskie dzieło pada.
Lecz kiedy ci ranne słońceOd blach srebrnych się odbije,Znowu grają blaski mżące,Znowu orszak dyszy, żyje...
A kto słuchać umie w ciszy,Co w tych murach starych dzwoni,Ten wskróś wieków tętent słyszyI wesołe rżenie koni.
Więc gdy w fresku się odbijaPromień słońca, blask iskrzasty,Patrzaj, patrzaj, to przemijaSławny wielki wiek piętnasty!
Mija, niknie w złotym pyle,Barw się tęcza w oku miesza;Ileż bogactw, wdzięku ile,Jaka tłumna, strojna rzesza!
— Veronese? Wielka racja!Nie zaprzeczam, co kto woli:Mnie czaruje Adoracja,Jak ją pojął mistrz Gozzoli!