Bambara

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV

Podniósł Bambara w górę młot,Czoło mu roszą poty.Co mu tam rosy, co mu tam pot!Z oczu mu błyska zapału grot:— Hej! Do roboty!

Młodości pięknej kuć będziem grób,Poległej w swym rozkwicie.A młodość taka — to nie trup,Nie śmierci pastwa, nie czerwia łup,Nie — to jest życie!

Gaston de Foix swoich prawWzniósł sztandar ku obronieI w polu walki upadł krwaw,(Duszę tam jego, Panie, zbawI ty, patronie!...)

Gaston de Foix w boju pyłZ chorągwią rwał się dzielnie,

A choć śmiertelny z rodu był,Choć krótko kochał, krótko żył,Legł — nieśmiertelnie!

Mógł, jak my drudzy, w bezcześci gnić,W bezcześci chlupać bagnie...Lecz żyć tak — pytam — jestże żyć?Czy duch chce jeść? Czy duch chce pić?— On czynu, czynu pragnie!

Czynem kto karmi ducha głód,Dług życia krwią kto iści,Ten niewygasły płodzi ród,Z ziemią ten dzieli znój i trud,Z przyszłością swe korzyści!

Gaston de Foix takim był...Szedł w bój, jak wy — na gody,I najgorętszą krwią swych żyłOblał swój sztandar, wroga zbiłI zginął — młody.

Nie bezpotomnym zszedłeś ty,Rycerzu mój i książę!...Z każdej krwi kropli, z każdej łzyNowe do walki wstają lwy,Nowe się życie wiąże!

A co myślicie? Taki skon,Taka śmierć bohatera,Toć na świat cały głośny dzwon,Toć serc tysięcy puls i ton,Żyje — kto tak umiera!

Taką nam śmierć tu trzeba kućDla sławy, przed wiekami...Kto małej duszy — dłóto rzuć!

Wara mi marmur mazgajom psućI młot oblewać łzami!

Pomnikiem życia ma być ten grób,Tryumfem — ta mogiła...Poległa młodość — to nie trup,Nie pastwa śmierci, nie czerwia łup,To rozkwit! To jest siła! —

Rzekł — i wyniosły puścił młot,Aż jęknął marmur złoty...Czoło mu rosą perli pot,Z oczu zapału błyska grot:— Hej!... Do roboty!