Faun tańczy

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV

Kapitoliński tańczy Faun,Zaklęty w marmur boski,Rozkoszą życia dyszy mu pierś,Pierś naga i bez troski.

Miękką się linią grzbiet mu gnie,Subtelne grają kości,Uderza stopa w bachiczny rytm,W bachiczny rytm młodości.

Na niskie czoło opadł włos,Na wargach uśmiech leży,Pręży się bioder napięty łuk,Z którego Eros mierzy.

Dwa dźwięczne dyski w ręku wzniósł,W takt je do skoku trąca,

Widać, jak w żyły nabiega krew,Krew bujna i gorąca.

Zanim pogoni Nimfę w gaj,Już w ogniach ku niej błyska,Już czuje nagą, białą jej pierśI miękkość wrzosowiska.

Jeszcze nie płomień, lecz już żarW schylonem oku pała,Jeszcze nie puhar, lecz woń i smakJagody winnej ciała.

Jak świeży gaj! Jak piękny świat!Jak kipią życia miody!W pląs nieśmiertelny puszcza się FaunFaun grecki, wiecznie młody.

Hellady śmierć, co białą skrońZłożyła w mirt i róże,I łoskot Romy zwalonej w gruz,Przetańczył w tym marmurze.

Zmieniała ziemia bogi swe,Zmieniało niebo pana,A w białej willi wciąż tańczył Faun,Cezara Hadryana.

I padł na niego ruin pył,Proch przysuł go wiekowy,A w nieśmiertelnym pląsie swym FaunNie podniósł nawet głowy.

Zaczem wyjawił kształty swe,Z nieposkromioną siłąMłodego piękna, co wieki trwa,Jakby się dziś zrodziło.

I nad rozpaczą naszych dni,Nad starym światem duchaKapitoliński tańczy znów FaunI świeżem życiem bucha.