Giotto

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV

Między ludźmi tak chodzić musiała,Niby dumna i niby nieśmiała,Z licem smętnem bezbrzeżną tęsknotą,Jak ją tutaj zostawił nam Giotto.

Prosty rąbek własnego przędziwaPierś jej wązką i szczupłą okrywa,Prosty rąbek z lnów cienkich utkany,Co błękitem maluje skróś łany.

Ani jej tu aniołowie służą,Ani ona jerychońską różą,Ni na tronie słonecznym królową,W światłokręgu siedmiu gwiazd nad głową.

Jeszcze skrzydeł Duch nad nią nie waży,Jeszcze świat jej nie stawia ołtarzy,Stoi cicha, a boża prostotą...Tak ją tutaj zostawił nam Giotto.

Ciemna w twarzy od zmierzchów tej ziemi,Zadumana myślami smętnemi,Gdzieś w dalekiej, nadprzestrzennej ciszy,Szumy oliw ogrójcowych słyszy.

Nie prorockie księgi z nią mówiły,Lecz zapadłe przydrożne mogiły,Ale łąki drżące we łzach rosy,Ale w stepie rozełkane głosy.

Nie pogląda w rajskie pozaświaty,Lecz na liche i zapadłe chaty,Lecz na czarne, uciszone bory,Lecz na cierniem zarosłe ugory.

Iśćby mogła między pola nasze,A nie zlękłoby się nawet ptaszę...Iśćby mogła między nasze płoty,A nie zlękłyby się i sieroty.

Tylko nędzarz podniósłby się z ławy,W ciemnej twarzy wzrok utopił mgławyI wybuchnął łez nawałą złotą...Tak ją tutaj nam zostawił Giotto.