Ignotus. »Virgo nera«

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV

............A ja cię, duchu ludzki, znam,Zaklęty w dzieło twoje...Tyś wyszedł z życia szerokich bramPrzez zgasłych słońc podwoje...Tyś wyszedł z blasku porannych zórzZranioną stopą bosąI z pod wieczornych, zachodnich róż,Co sny o szczęściu niosą.

Tyś wyszedł z progu, co ci byłPrzystanią cichą, jasną...A tyleś tylko w piersiach miał sił,Co lampy, kiedy gasną.Nie wiódł cię żaden cel ani ślub,Dwojący serca bicie:Jedno czekało ciebie — grób,Jednoś porzucał — życie.

Na wielkiej, pustej drodze tyZostałeś się z swą dolą,Lecz już nie miałeś ni jednej łzyZ tych łez, co palą, bolą...

Za tobą był twej młodości sen,Rozwiany i daleki —I takeś szedł w gościniec ten,Jak w morze idą rzeki.

Żaden za tobą nie leciał głos,Żadnego krzyku echo...Drzwi domu twego zamknął sam losI dumać siadł pod strzechą.Co wzięło życie, co wziął grób,Rozliczać — czyż to warto?Niejeden żywy patrzy trupŹrenicą w świat otwartą...

Toczą się piany sinych fal,Słońce się niebem toczy,Patrzą a patrzą w zamgloną dalNiepocieszone oczy...Kto żyć ma siłę — ten życia król,Kto umrzeć umie — pan skonu;Lecz głuchy, tępy, zastygły ból,Ten nie ma ni berła, ni tronu...

Z pątniczym kijem drogą swąIdzie — za gwiazdą tułaczą...Stokroć szczęśliwi ci, co ją klną,Co giną — i co płaczą.Ale ty szedłeś, milczący gość,Nie prosząc o gościnęŻycia, ni śmierci; tobie dośćPłynąć — jak fale sine.

Aż w tej samotnej drodze razSchyliłeś się, człowieku,By dźwignąć czarny, żałobny głaz,Co leżał tam od wieku.Długoś weń patrzył, jak przez sen,

Spojrzeniem lodowatem...Aż nagleś uczuł, że kamień ten,Że kamień jest ci bratem.

I wstrzęsły ci się w piersiach łezNiewypłakane zdroje...I tak zawyłeś, jak wyje pies,Wspomniawszy gniazdo swoje.I buchnął dym i buchnął żarI serce się rozkryło,I powiał z niego korowód mar,Co spały pod mogiłą.

I padłeś z jękiem na ów głaz,Jak gdyby to pierś bratnia,Pierś, która pierwsza z tobą wrazZałkała — i ostatnia...I to, coś kochał, i to, coś śnił,Co było bólu gwałtem,Wraziłeś w kamień ostatkiem sił,Czarownym, boskim kształtem.

I cały poryw wraziłeś weńDo świtów, do zarania...I całą gorycz i cały cieńI całą rozpacz poznania.Sięgnąłeś duszą w najrańsze dni,Dni szczęścia i boleści —I lilje, co tam pachniały ci,Wraziłeś w kształt niewieści.

Nie przyjął, nie chciał przyjąć światForm ducha, form zapału...Aż oto głaz ten wytrysnął w kwiatNajczystszy ideału.Nie dłóto dało i nie młotTej czarnej bryle życie,

Lecz twój śmiertelny uścisk i pot,Śmiertelne serca bicie...

I przyszła cicha, wieczna nocŻar zdmuchnąć z twoich powiek,I w kamień weszła żywota moc,A martwy został — człowiek.Zamknął już oczy — jeszcze jeNa dzieło swe otwiera...— Tak po nieznanym życia śnieZostała »Virgo Nera«.