Jeślibym kiedy...

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV

Jeślibym kiedy spotkać miała ducha,Co wichrem lata przez ziemi obszary,Niechaj mnie jego pęd i zawieruchaPoniesie jeszcze przed klasztor ten stary,Wzgórzem nad Romą klęczącem podparty,Gdzie zadumane róże czynią warty.

Tam białe mury, ech pełne i drżeniaGłosów, szepcących w kamiennej arkadzie,Ucisza anioł wiecznego milczeniaI na cyprysów czarność dłonie kładzieI słucha, w Tybrze gdy słońce dogasa,Jak szumi stary dąb Torkwata Tassa.

A gdy zaszumi dąb, powstają męże,Ogromnej pieśni tej zaklęte mocą,Wieją sztandary, błyskają oręże,Zbroje na piersiach widmowych migocą,I nim ugaśnie na Tybrze blask zorzy,Nad Rzymem świeci rycerstwa huf boży.

Na Janikulum!... Tam jeszcze chcę przeżyćCichą godzinę mojego żywota!Tam chcę dać sercu gorąco uderzyć,Czuć, że je całe w ogniu mam, od złotaSłonecznych blasków tej wielkiej przeszłości,Której duch — wiary i siły zazdrości.

Na Janikulum!... Tam jeszcze o zmrokuBłądzić chcę, w kolumn powietrznem przezroczuI żar mieć w piersi i płomień mieć w oku,Który tych łzą jest, co nie płaczą — oczu...Tam, w wielkiej pustce tej i w wielkiej głuszyChcę słyszeć żywy krzyk, krzyk własnej duszy!