»Sistina«

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV

Przez gwiaździstą rosęPrzez miesięczne blaskiStopki stawia bose,Idzie pełna łaski;Idzie na tę ziemię,Co po nocach wzdycha,Pani zadumana,Śpiesząca, a cicha.

Piór anielskich za niąŚwiecą dna liljowe,Rąbki owiewająZadumaną głowę.Nie idzie w koronie,Ani w majestacie,Ale w tej bielonejZ lnów cieniuchnych szacie.

W siną dal puściłaŹrenice wyroczne,W pola osamiałe,W bory smutkiem mroczne.Idzie, owioniętaSeraficzną tęczą,Święci zastępująI na drodze klęczą.

— A pocóż tak śpieszysz,Królowo ty raju?— Bo płaczą słowikiPo nocach mi w gaju!...— A pocóż ty rzucaszNiebieskie te wrota?— Bo skarży się nocąTa ziemia-sierota!...

— A pocóż tak patrzyszW bolesnej zadumie?— Bo jęki tam lecąW wichrowym puszcz szumie!— A pocóż ty niesieszDzieciątko to boże?— Bo groby wołająO żywot, o zorzę!

I idzie i patrzyW dal mroczną i siną...I tak ją obaczyłMłodzianek z Urbino.I taką ją widziOczyma smutnemiTen pątnik, co niesieProch z mogił swej ziemi.