O zachodzie

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom V

W zachodu złotą płyniem tońPo rubinowej fali,Nad łodzią naszą ogniem zórzWielka się łuna pali.

Ogromny słońca płonie stosNa samej nieb krawędzi,A taka cisza, że bez tchuŁódź nasza w ogień pędzi.

Z pod róż ucieka, co w jej śladMdlejące sypią liście,I w płomień leci, leci w żar,Co bucha tam ogniście.

Jeżeli na niej gości duch,Z tych ogniów wyjdzie cało;Zginie w płomieniach, jeśli nie,Jeśli ma tylko ciało! —

U rudla stoję, wiosło meW toń przeźroczystą trąca;I nie wiem, czy tak serce me,Czy fala bije drżąca?

I czekam na ten Boży sąd,Na objawienie ducha...A łódź cichemi pióry mknie,A stos ogniami bucha.