Proch ziemi...
...Proch ziemi — w ziemi mam kres.Nie pójdę dalejPoza dolinę łez,Choć mi się serce spaliOd żarów pożądaniaSynajskich szczytówI światła mórz!Syn bólu i poznania,Syn bladych ziemi świtów,Syn ziemi wzgórz,Nie przejdę za nicWłasnych mych granic,Nie przejdę doliny łez!
Tu mi jest danPracy mej łan,Tu mego dnia użątekPo siewaczach z prawieka...Tu i mój siewDla niezrodzonych żeńców,Co z prochu mogił wezmą twarz człowiekaI z chłodu mogił wejdą w życia wrzątek.Tu jest i bójI tryumf mójI moja pieśń zwycięskaI kwiecie moich wieńców...
Ty moja klęskaI moja krew.
Zamknion jestem sam w sobie,Jak w dożywotnim grobie...Zamknion jestem w otoku,Z którego mi — ni kroku!Zamknion z moją rozkoszą,Zamknion z moją rozpaczą,A żądze mnie ponoszą,A burze mnie kołaczą.
Biegnę, padam, powstaję,Przez dróg splątanych wątek,Przez obłędne rozstajeWracam — gdzie mój początek.
A mój początek ten:Rozbity gwiezdny sen,Sen w odruzgi rozbity,Zaniecający śwityW prochach, co dawno byłyI śmierci sen prześniłyI leżą — martwe pyły...
A mój początek ten:Wicher, co lata henI niesie w chaos dzikiŚmiechy, klątwy, okrzyki,Omdlenia, spazm niemocy...Wicher, co w dzień i w nocy,Jak furja zapieniona,Ciska życia nasiona,Nie dbając, gdzie upadną,Czy na szczyt, czyli na dno.
W czasie poczęty,W przestrzeń zaklęty,Ja — proch — rzuconyW zrodzenia, w skony,Ja — żywy pyłZmartwiałych brył,Ja — proch — prochu mam kres.
Nie przejdę za nicPosępnych granicDoliny łez!...Ja — duch — wyjdę bez szwankuZ krwawego szranku,Wyższy o życie jedno,O jeden zacios w słońce.Wylecę nad bezedno,Rozwieję piór mych końceW jutrzenność wiecznych zórz...Jak gołąb z arki stropu,Wylecę z wód potopuNa jasne Araraty,Gdzie tęcza tęcz promieni,I spocznę tam — skrzydlaty.
Jako senne łabędzie,Przepłynę skroś krawędzieHuczących mórzI czasu i przestrzeni.I wyjdę z życia wojnyNa ocean spokojny,Po którym cicho żaglują wszechświaty,I srebrne skrzydła nad morzami wzniosęI z piór otrząsnę krwawą życia rosę.
Dla mnie jest zbudowanaJakóbowa drabina,
Co w prochu się poczyna,A idzie w wieczne światło, — w Arymana.Przez ból, przez łzy,Przez wizje prorocze,Przez grobów snyPrzejdę, przekroczę...
Nad życia krzyż,Nad życia nocDźwignę się wzwyżPrzez własną moc,I srebrnolityRozchwieję puchI w wieczne śwityWtopię się — duch!