W Państwo

Maria Konopnicka (1842–1910)

Pan Piotr ma już latek parę,Panna Kocia ze trzy cości.Gospodarstwo wcale stare!Wybiera się dzisiaj w gości...

Najpierw buty po kolana.Jakżeż ciężkie! Miły Boże!Lecz co robić? Rzecz to znana:Pan bez butów być nie może.

Albośmy to jacy tacy?Poznaj pana po cholewie!Całe szczęście, że IgnacyŚpi w kredensie i nic nie wie.

Dźwiga Piotruś, aż się poci,Lecz nie puści butów za nic.Dama będzie z panny Koci,A on będzie Szambelanic.

W starej książce u BabusiWidział śliczną parę taką.Ale prawda! Jeszcze musiTabakierkę mieć z tabaką.

Panna Kocia naprzód rusza,Na ramieniu laska dziadzi.Od wielkiego kapeluszaBrzeg kosmaty rączką gładzi.

Panna Kocia zamyślona,To podejdzie, to przystanie:Musi jako dobra żonaO mężowskie dbać ubranie.

Pannie Koci nie nowinaPrzebierać się co godzina:Lecz z Piotrusiem kłopot tęgi...Oj mężczyźni, niedołęgi!

Wnet pan Piotr kapotę kładzie,Naśladując wiernie Dziadzię.Na guziki ją zapina,Fontaź na wiatr, w ręku trzcina...

Już z powagą wielką kroczy,A że surdut go opada,Że kapelusz wlazł na oczy,No, to tam już trudna rada!

Panna Kocia z nim pod rękę,W szalu babci i z umbrelką,Trochę krótką ma sukienkę,Lecz i tak jest damą wielką.

Dokąd idą? Nikt nie zgadnie:Do Babusi, czy do Dziadzi...Ale, że jest bardzo ładnie,Gdy się Państwo tak prowadzi!