W zaduszny dzień — całość
Wy, co z zastygłą piersią i usty zimnemiKlękacie dla zwyczaju na mogilnej ziemi,Wy, co włóczycie senną istność swą po świecie,Czy wy żyjecie?Och! mnie nad wami chwyta płacz nieutulony,I modlićbym się chciała i kazać bić w dzwonyI załamawszy ręce, stać po was w żałobie,Jak głaz na grobie.Gdzie duch wasz? W jaką miłość, w jakie ideałyWcielił się ten najświętszy płomień życia biały?Gdzie cel jasny, podniosły i wysiłków godny,Dla jutra płodny?Gdzie ujście dla sił waszych? U jakiego zdrojuRzeźwicie wasze czoła i usta wśród znoju?Jakie hasło wam wrzawę powszednią przygłusza?Gdzie wasza dusza?Wy nosicie ją w piersiach, jak lampę zgaszoną,W brudnych popiołów pełnej i spękanej urnie;A kiedy już na wieki zastygnie wam łono,Wy, wy — umrzecie powtórnie!
Wieczny spoczynek... Ach, jest-że mogiła,Tak cicha, taka pusta i zamarła,
Którejby ruchu wieczystego siłaNie tknęła i nie otwarła?Jest-że grób, tak już zapadły i stary,By w nim potęga przyrody tworzącaToastu życia nie mogła wznieść czaryW promieniach słońca?Jest-że proch jaki, tak nędzny lub święty,Żeby go prawo powszechne minęło?I czyż na blade poglądając szczęty,Natura przerwie swe dzieło?Wieczny spoczynek... Ach, jakie złudzenieDla tych atomów, zdmuchniętych z błękituI szukających wiecznie, nieskończenieCoraz to nowych form bytu!Jakie złudzenie dla prochów rozwianych,Na które szereg odmian w grobie czyha!...Dla tych znużonych i dla tych stroskanych,Co mówią: »Mogiła cicha!«
O śmierci! tajna wspólniczko narodzin!Kiedyż ty będziesz spoczynkiem ludzkości?Która-ż z spiżowych twego przyjścia godzinObwieści pokój wieczności?Czy, gdy się ludów dopełnią nadzieje,Gdy przyszłość wszystkie sztandary zdobędzieI kiedy w blaskach słonecznych zadniejeŚwit boży wszędzie?Gdy rozgrzeszenie znajdą wszystkie winy,Gdy wszelka krzywda będzie nagrodzona,Gdy dadzą owoc łzy, walki i czynyWieków miljona?Wtedy, gdy pęknie potężne ogniwo,Co ludzkie prochy i ludzką myśl żywąChwyta i wciela w konieczne następstwaKlęsk lub zwycięstwa?Czy wtedy, gdy się wyczerpie już dzielnośćPopędów życia na całym tym globie
I gdy nicości wzejdzie nieśmiertelnośćNa wielkim planety grobie?Czy wtedy, gdy proch, co sercem był mojemI drżał wzruszeniem ducha tajemniczem,Bóg strząśnie z szat swych z wszechmocnym spokojem,Aby był niczem?Kiedy na ziemi zabraknie już kwiatów,Które mogilnym żywiły się sokiem,I kiedy glob nasz, w znużeniu głębokiem,Zagaśnie wśród drżących światów?Ach! może, gdy się w mgławicę obłocznąZmieni materja, sił wiecznych narzędzie,Może Bóg powie: »Niech smutni odpoczną!Niechaj noc będzie!«Lecz dziś, gdy zastęp walczących szermierzyGinie, by wskrzesnąć wszechruchem wśród globów,Gdzież ten, co w wieczny spoczynek uwierzyI w ciszę grobów?
Ktokolwiek widział najdroższe obliczeKamieniejące w linje tajemniczeW przedśmiertnej walki godzinie;Ktokolwiek słyszał jęk cichy konania,Kiedy się dusza na usta wyłaniaI drży i gaśnie i ginie...Ktokolwiek w drogiej i mdlejącej dłoniWidział gromnicę, jak światło swe kłoniZa ust niepewnym oddechem...Ktokolwiek słyszał obojętne szmery,Gdy przyszło w miarę dobrać deski cztery,Żeby się wieko zawarło...Ktokolwiek ziemi oddał skarb najdroższyI w puste kąty wracał sam, uboższyO całą miłość umarłą —
Ten w dniu jesiennym, mglistym listopadaBóle tęsknoty swojej wypowiadaNa cichym grobie cmentarza...Ten swoje modły żałobne i łzawe,Sieroce nędze i wdowie łzy krwaweNiesie na stopnie ołtarza.
Lecz kto i kiedy modlitwy pokutneOdmawiać zechce za te dusze smutne,Co jeszcze mdleją w podróży?Za owe chwiejne i wątpiące duchy,Na ostrych pokus wydane podmuchy,Jak łódź bez steru, wśród burzy?Za te, co światła łakną i pokoju,Za te, co tają, jako rosa, w znojuSkwarnego dnia, upalenia?...Za te, co w otchłań zapatrzone ciemną,Próżno wołają, żądają daremnoPrawdy i wiedzy promienia?Za te, co pragnień pożarem trawione,Czyścowych ogniów męczeńską koronęNoszą, jak upiór północy?Za te, co znikąd nie mając ratunku,Drżące, zbłąkane, bez wyjścia, kierunku,Bez bratniej giną pomocy?Za te, co cierpieć nie mają już siłyI odpocznienia pragną u mogiłyPo ciężkiem życiu tułaczem?Za bolejące duchy i zgorzkniałe,Za te, co szaty pokalały białe,Kto, pytam, modli się z płaczem?