Śpiewnik dla dzieci — całość

Maria Konopnicka (1842–1910)

Hu! hu! ha!Nasza zima zła!Szczypie w nosy, szczypie w uszy,Mroźnym śniegiem w oczy pruszy,Wichrem w polu gna!Nasza zima zła!

Hu! hu! ha!Nasza zima zła!Płachta na niej długa, biała.W ręku gałąź oszroniała.A na plecach drwa...Nasza zima zła!

Hu! hu! ha!Nasza zima zła!A my jej się nie boimy.Dalej śnieżkiem w plecy zimy,Niech pamiątkę ma.Nasza zima zła

Równo, równo, jak po stole,Na łyźewkach w dal...Choć wyskoczy guz na czole,Nie będzie mi żal!

Guza nabić — strach nie duży.Nie stanie się nic:A gdy chłopiec zawsze tchórzy.Powiedzą, że fryc!

Jak powiedzą, tak powiedzą,Pójdzie nazwa w świat;Niech za piecem tchórze siedzą,A ja jestem chwat!

— Czego ty jęczysz, ty bujny wietrzeI czego tak zawodzisz?Czemu nie siedzisz w chateczce swojej,Tylko po polu chodzisz?

— Oj! tego jęczę, tego zawodzę,Moje ty drogie dziecię,Że nie mam chatki, rodzonej chatkiI tułam się po świecie.

A widzicie wy zmarźlaka,Jak się to on gniewa;W ręce chucha, pod nos dmucha,Piosenek nie śpiewa.

— A czy nie wiesz, miły bracie,Jaka na to rada,Gdy mróz ściśnie, wicher świśnie.Śnieg na ziemię pada?

Oj nie w ręce wtedy dmuchaj,Lecz serce zagrzewaj.Stań do pracy, jak junacyI piosenki śpiewaj!

Za tą głębią, za tym brodem,Tam stanęła rzeka lodem;Ani szumi, ani płynie,Tylko duma w swej głębinie:

Oj ty rzeko, oj ty sinaLody tobie nie nowina;Co rok zima więzi ciebieCo rok wichry mkną po niebie.

Nie na zawsze słonko gaśnie,Nie na zawsze ziemia zaśnie,Nie na zawsze więdnie kwiecie,Nie na zawsze mróz na świecie.

Nasz zajączek w boru spałAż tu z hukiem wypadł strzał!Pif paf! Pif paf!Aż tu z hukiem wypadł strzał

Nasz zajączek na bok szust!Skręcił młynka, zapadł w chrust!Hej! ha! Hej! ha!Skręcił młynka, zapadł w chrust!

Nasz zajączek cały drży,A tu w boru gonią psy.Ham! ham! Ham! ham!A tu w boru gonią psy.

— Źle, zajączku, z tobą, źle,Do pogrzebu szykuj się.Bim! bam! bim! bam!Do pogrzebu szykuj się!

— Jeszcze mi ten miły świat,Jeszczem sobie pożyć rad...Myk! smyk! Myk! smyk!I zgubiły pieski ślad!

O gwiazdeczko złota,Gwiazdko ukochana!Wyglądaliśmy cięOd samego rana.

Wyglądaliśmy cięDrobnemi szybkami,Rychło się ukażeszWysoko nad nami.

Świeci się choinka,Mateczka nas ściska:— Ot tobie koniczek,Ot tobie kołyska.

A ty, sieroteńko,Co stoisz za drzwiamu,Otrzyj łezki z oczu,Pójdź i ciesz się z nami.

Jest tu i dla ciebieMiejsce wśród gromadki.Wszyscyśmy dziś braciaDieci jednej matki.

A kto tę choinkęZasiał w ciemnym lesie?— Zasiał ci ją ten wiaterek,Co nasionka niesie.

— A kto tę choinkęOgrzał w ciemnym boru?— Ogrzało ją to słoneczkoZ niebieskiego dworu.

— A kto tę choinkęPoił w ciemnym gaju?— Jasne ją poiły rosyI woda z ruczaju.

— A kto tę choinkęWyhodował z ziarna?— Wychowała Ją mateńkaZiemia nasza czarna.

A ten chudy JanekPo ulicy chodziZ trzejkrólową gwiazdąKolędników wodzi.Hej!

Trzejkrólowa gwiazdaZaświeci w okienkoKolędnicy huknąWesołą piosenką.Hej!

Kolęda, kolęda,Wesoła nowina!A pójdźcież się ogrzaćBliżej do komina.Hej!

Trzejkrólowa gwiazda,A po niej zapusty;Nie boj się ty, Janku,Będziesz jeszcze tłusty.Hej!

Dalej raźno, dalej w koło,Dalej wszyscy wraz!Wszak wyskoczyć i zaśpiewaćUmie każdy z nas.

Graj nam skrzypku krakowiaka,A zaś potem kujawiakaI mazura graj!Jak się dobrze zapocimy,To polskiego się puścimy,Toż to będzie raj!

Dalej raźno, dalej w koło,Dalej wszyscy wraz!Wszak wyskoczyć i zaśpiewaćUmie każdy z nas.

Jasne słonko, mroźny dzień,A saneczki deń, deń, deń,A koniki po śnieguZagrzały się od biegu.

Jasne słonko, mroźny dzień,A saneczki deń, deń, deń,A nasz Janek w złym sosie,Bo gila ma na nosie.

Zahuczały, zaświstałyWichry w srebrny róg;Leci, leci tuman biały,Aż na chaty próg.

Na tej chaty próg lipowy,Co ochrania nas,Co otula nasze głowyW złej śnieżycy czas.

A ja stoję u okienka,A ja patrzę w dal;Milknie, cichnie ma piosenka,Serce chwyta żal.

Oj nie jedna tam sierotaNa tem zimnie drży!Wiatr chuściną biedną miota,A mróz ścina łzy...

Oj ty, chato nasza droga,Rozszerz ściany swe!Pójdź, sieroto, dziecię Boga,My utulim cię!

Leci pliszkaZ pod kamyszka:— Jak się macie dzieci!Już przybyłaWiosna miłaJuż słoneczko świeci!

Poszły rzekiW kraj daleki.Płyną het do morza;A ja śpiewam,A ja lecęGdzie ta ranna zorza!

Pójdziemy w pole, w ranny czas;— Młode traweczki, witam was!Młode traweczki zielone,Poranną rosą zroszone.

Długoście spały twardym snem,Pod białym śnieżkiem, w polu tem;Teraz główeczki wznosicie,Bo przyszło słońce i życie.

Kocanki, kocanki,Gałązka wierzbowa!Rozwinęła nam sięTa palma kwietniowa.

Rozwinęła nam sięNad tą bystrą wodą,Zapachniała wiosną,Kwietniową pogodą!

Nasza czarna jaskółeczkaPrzyleciała do gniazdeczkaPrzez daleki kraj,Bo w tem gniazdku się rodziła,Bo tu jest jej strzecha miła,Bo tu jest jej raj!

A ty, czarna jaskółeczko,Nosisz piórka na gniazdeczko,Ścielesz dziatkom je!Ścielże sobie, ściel, niebogo,Chłopcy pójdą swoją drogą,Nie ruszą go, nie!

Bociek, bociek leci!Dalej, żywo dzieci!Kto bociana w lot wyścignie,Temu kasza nie ostygnie.Kle, kle, kle, kle, kle.

Bociek dziobem klaska:— Wyjdźcież, jeśli łaska!Niech zobaczę, niech powitam,Niech o zdrowie się zapytam.Kle, kle, kle, kle, kle!

— A ty boćku stary,Piórek masz do pary;Żaby je liczyły w błocie,Naliczyły cztery krocie.Kle, kle, kle, kle, kle!

Nim skończyły liczyć,Już je zaczął ćwiczyć.— Oj bocianie, miły panie,Miejże dla nas zmiłowanie!Kle, kle, kle, kle, kle!

Święcone jajeczko,Śliczna malowanka!Śpiewam sobie, skaczę sobieOd samego ranka.

Wesoły dzień nastał,Zadźwięczały dzwony!Kołem, kołem boróweczki,Jak wianek zielony.

Ścielże się, obrusie,Jako śnieżek biały;Mojej mamy rączki drogieCiebie rozkładały.

Rozkładały ciebieNa tym długim stole,Żeby było dla sierotkiMiejsce w naszem kole.

Panieneczka małaRano dzisiaj wstała:Śmigus! śmigus!Dyngus! dyngus!Bo się wody bała.

Panieneczka małaW kątek się schowała:Śmigus! śmigus!Dyngus! dyngus!Bo się wody bała.

Panieneczka małaSukienkę zmaczała:Śmigus! śmigus!Dyngus! dyngus!Choć się wody bała.

A po łące, po zielonej,Maciuś owce gna;Na wierzbowej fujareczceŻałośliwie gra.Dla Boga!Żałośliwie gra.

— A i zkądże ty, Maciusiu,Tę fujarkę masz,Że tak na niej, za owcami,Żałośliwie grasz?Dla Boga!Żałośliwie grasz?

— Oj wyciąłem ją, paniczu,Z krzywej wierzby tej,Co wyrosła na mogileMatuleńki mej.Dla Boga!Matuleńki mej.

Wyszedł żuczek na słoneczkoW zielonym płaszczyku.— Nie bierz-że mnie za skrzydełka,Miły mój chłopczyku.

— Nie bierz-że mnie za skrzydełka,Bo mam płaszczyk nowy;Szyły mi go dwa chrabąszcze,A krajały sowy.

Za to im musiałem płacićPo dwanaście groszy,I jeszczem się zapożyczyłU tej pstrej kokoszy.

Jak uszyły, wykroiły,Tak płaszczyk za krótki;Jeszcze im musiałem dodaćPo kieliszku wódki.

Po tym ciemnym boruKukułeczka kuka,Z ranka do wieczoru,Gniazdka sobie szuka.Kuku! Kuku!Gniazdka sobie szuka.

— A ty kukułeczko,Co na drzewach siadasz,Jakie ty nowinyW lesie rozpowiadasz?Kuku! Kuku!W lesie rozpowiadasz?

Leciałam ja w maju,Z ciepłego wyraju,Zagubiłam w drodzeŚcieżynę do gaju!Kuku! Kuku!Ścieżynę do gaju!

Zagubiłam ścieżkęDo gniazdeczka mego,Teraz latam, kukam,Ot już wiesz dla czego,Kuku! Kuku!Ot już wiesz dla czego.

Nasza izba umajona,Tatarakiem obstawiona,Tatarakiem, wodną trzcinąI czeremchą i kaliną,

Zielone ŚwiętaLa, la, la,la, la!Zielone ŚwiętaLa, la, la, la!

Maju, maju, świeży gaju,Pachniesz ty dziś w całym kraju,Niosą chłopcy gałązeczki,Wiją wianki panieneczki,

Zielone ŚwiętaLa, la, la!Zielone ŚwiętaLa, la, la, la!

Jabłoneczka białaKwieciem się odziała;Obiecuje nam jabłuszkaJak je będzie miała.

Mój wietrzyku miły,Nie wiej z całej siły,Nie otrącaj tego kwiecia,Żeby jabłka były.

Brzęczą kosy w łące,Brzęczą, pobrzękują,Kosiarze się śpieszą;Bo południe czują.

Uwijaj się raźnoOstra moja koso:Nim wysieczem po lasObiad nam przyniosą.

Pot otrzemy z czoła,A zaś z kosy trawę,Zasiądzięm pod grusząCienistą murawę.

A tu słonko patrzyNa naszą robotęI otwiera z dziwuSwoje oczy złote.

Cichy wieczór już zapada,Zgaśnie zorza wnet,A pod lasem, pod olszowym,Słychać rżenie, — het!

Siwy konik tam się pasie,Siwy konik moj,Jest tam łączka z drobną trawką,Jest kryniczny zdrój!

Siwy konik rży po łące,Rozlega się głos;Leci echo od olszynyPolem pełnym ros.

A miesiączek cicho wstaje,Lipa sypie kwiat.Cudnaż, cudna, noc ta letnia,Cudny jest ten świat!

A jak ja urosnę,Sprzęgnę wołki siwe,Będę orał, zaorywałTę pszeniczną niwę.

A jak ja urosnę,Wezmę złote ziarno,Będę siewał wczesną wiosnąZiemię naszą czarną.

A jak ja urosnę,Nie poskąpię ręki,Będę kosił bujną niwęI śpiewał piosenki.

Oj ty bujna niwo,Ty pszeniczne pole,Nie żal tobie pracy naszej,Ni potu na czole!

A ta modra rzekaOgniami się pali;Wesoła drużynaPłynie po jej fali.

Wesoła drużynaChwyta kwietne wieńce,Co je zaplatałyTych panieniek ręce.

Na wysokim brzeguPanieneczka stała,Modremi oczkamiNa wianek patrzała.

Płyńże, mój wianeczku,Po tej bystrej fali,Póki się ten ogieńŚwiętojański pali.

Płyńże, mój wianeczku,Do brzegu drugiego,Pytaj się tam ludziO braciszka mego.

Mój braciszek miłyWędruje po świecie,A ja mu posyłamTo różane kwiecie.

Świętojański wieczórUciecha dla dziatwy;Zapaliły już ogniskaTe flisacze tratwy.

Idzie płomień w górę,Sobótka się pali,Sypie iskry szczerozłotePo tej modrej fali.

A ten stary flisakPoprawia ognisko;Pal się, pal się, ty sobótko,Bo Warszawa blizko.

Sobótko, sobótko,Nocy świętojańska,Widać ciebie od WarszawyDo samego Gdańska.

Minęła nocka, minął cień,Słoneczko moje, dobry dzień!Słoneczko moje kochane,W porannych zorzach rumiane!

Minęła nocka, minął cień,Niech się wylega w łózku leń,A ja raniuchno dziś wstanę,Zobaczę słonko rumiane.

W naszym ogródeczkuSą tam śliczne kwiaty:Czerwone różyczkiI modre bławaty.

Po sto listków w róży,A po pięć w bławacie;Ułożę wiązankęI zaniosę tacie.

A tata się spyta:— Gdzie te kwiaty rosną?— W naszym ogródeczku,Gdziem je siała wiosną.

Zawitał nam dzionekI pogodny czas.Pójdziemy, pójdziemyNa jagody w las.

Na jagody,Na maliny,Na czarniaweTe jeżyny.Pójdziem, pójdziem w las!

— A ty, ciemny lesie,A ty lesie nasz!A zkądże ty tyleTych jagódek masz?

I poziomkiI malinyI czernice,I jeżyny.A skądże je masz?

— Uderzyły deszcze,Przyszło słonko wraz;Zarodziła ziemiaW dobry, błogi czas.

Te jagody,Te maliny,Te czernice,Te jeżyny,W dobry, błogi czas.

Czarna jaskółeczkaDo gniazdeczka leci.— Pi! pi! pi! pi!Krzyczą głodne dzieci.

Czarna jaskółeczkaRobaczki przynosi.— Pi! pi! pi! pi!Każde o nie prosi.

Czarna jaskółeczkaKarmi dziatki swoje.— Pi! pi! pi! pi!Krzyczy wszystko troje!

Czarna jaskółeczkaPo muszki znów leci.— Pi! pi! pi! pi!Krzyczą głodne dzieci.

Brzęczą pszczółki nad lipinąPod błękitnem niebem;Znosz w ule miodek złoty,Będziem go jeść z chlebem.

A wy, pszczółki pracowite,Robotniczki boże!Zbieracie wy miody z kwiatówLedwo błysną zorze.

A wy pszczółki, robotniczki,Chciałbym ja wam sprostać,Rano wstawać i pracować,Byle miodu dostać!

— A kto ciebie, śliczna tęczo,Siedmiobarwny pasie,Wymalował na tej chmurce,Jakby na atłasie?

— Słoneczko mnie malowałoPo deszczu, po burzy:Pożyczyło sobie farbyOd tej pełnej roży.

Pożyczyło sobie farbyOd kwiatków z ogroda;Malowało tęczę na znak,Że będzie pogoda!

Zaszumiało nasze poleZłotą pieśnią zbóż;Wschodzi, wschodzi śliczne słonkoWśród różanych zórz.

Wschodzi, wschodzi złotą drogąNad ten ciemny las,A skowronek z gniazdka leci,Piosnką budzi nas.

Dobry dzień ci, wiosko miła,Drogi domku, ty!I wy świeżo rozkwitnionePod okienkiem bzy.

Dobry dzień wam, dobrzy ludzie,Co idziecie w świt,Z jasną kosą na ramieniu,Miedzą pośród żyt.

Dobry dzień wam, lasy ciemne,Stojące we mgle,I ty mały skowroneczku,Co zbudziłeś mnie!

Przepióreczka się odzywa,Idą, idą, polem żniwa,Brzęczą sierpy, brzęczą kosy,Ciężkie ziarnem lecą kłosy.Dana! Da-dana!

A ode wsi słychać śpiewki,Śpieszą chłopcy, śpieszą dziewki,Niosą grabie, w pole dążą,Za żeńcami snopy wiążą.Dana! Da-dana!

Co powiążą ciężkie snopy,To składają je na kopy;Dobra ziemia, łaska boża,Będzie chlebek z tego zboża.Dana! Da-dana!

A w tem gęstem życie derkacz sobie siedzi,Płacze, lamentuje i bardzo się biedzi.— Już kosiarze brzęczą w kosy,Gdzież ja pójdę nagi, bosy!Der, der, der, der, der, der...

— A idźże w pszeniczkę, bo jeszcze zielona,Jeszcze i za tydzień nie będzie koszona.— Nim przeniosę graty, dzieci,To i tydzień jak nic zleci.Der, der, der, der, der, der..

— A idźże w ten jęczmień, w jęczmień ten zielony,Jeszcze i za miesiąc nie będzie koszony.— Kiedy jęczmień wąsem rusza,Aż truchleje we mnie dusza.Der, der, der, der, der, der...

— A idźże w te owsy, co się późno kłoszą,Stamtąd cię kosiarze nie prędko wypłoszą.— Kiedy owies trzęsie kłosy,Za kark mi natrzęsie rosy.Der, der, der, der, der, der...

Mój deszczyku, mój kochany,Nie padajże na te łany,Nie padajże na te kopy,Bo my dzisiaj zwozim snopy.Wio, koniki, wio!

Bokiem, bokiem, za obłokiemIdzie chmurka raźnym krokiem;A my chmurkę wyprzedzimy,Wszystkie snopy pozwozimy.Wio, koniki, wio!

Spojrzę w górę, klasnę z bata,Już i chmurka się rozlata,Jasne niebo nad głowami,Białe pyły za wozami.Wio, koniki, wio!

Mamuniu! Tatuniu!Otwierajcie wrota,Niosą nam tu wieniecZe szczerego złota!Grajże, grajku, a wesoło,Bo dziś wszyscy staniem wkoło.Plon przynieśli, plon!

Przynieśli nam wieniecZ kłosów naszej ziemie,Ślicznie przewijanyWstęgami krasnemi!Grajże, grajku, a wesoło,Bo dziś wszyscy staniem wkoło.Plon przynieśli, plon!

Bodaj się te ręceZ naszemi złączyły,Co ten śliczny wieniecZ złotych zbóż uwiły.Grajże, grajku, a wesoło,Bo dziś wszyscy staniem wkoło.Plon przynieśli, plon!

Jesienią, jesieniąSady się rumienią:Czerwone jabłuszkaPomiędzy zielenią.

Czerwone jabłuszka,Złociste gruszeczkiŚwiecą się, jak gwiazdy,Pomiędzy listeczki.

— Pójdę ja się, pójdę,Pokłonić jabłoni,Może mi jabłuszkoW czapeczkę uroni!

— Pójdę ja do gruszy,Nastawię fartuszka,Może w niego wpadnieJaka śliczna gruszka!

Jesienią, jesieniąSady się rumienią:Czerwone jabłuszkaPomiędzy zielenią.

Dalej, śmieszki, na orzeszki,Dalej razem w las!Już leszczyna się ugina,Woła, woła nas.

My, leszczyno, ci ulżymy,W to nam, w to nam graj!Wnet orzeszkom poradzimy,Tylko nam je daj!

A kto trafi na świstaka,Tego smutny los!Tylko próchno i tabaka,Co nie idzie w nos!

A kto trafi na dwojaczki,Ten powiedzie nas.Dlaej, śmieszki, na orzeszki,Dalej, dalej w las!

Pogodna zorza z wieczoru,Pójdziem na grzyby do boru,Pójdziem do boru na rydze,Ale nie damy Jadwidze.

Nasza Jadwiga leniwa,Tylko jej głowa się kiwa,Nie chce do boru kosza nieść,Nie będzie z nami grzybów jeść.

Skowroneczek śpiewaNad tą cichą niwą;Orzcie, wołki siwe,Prosto, a nie krzywo.

Orzcie wołki siwe,Na ten chleb razowy,Na ten chlebek żytni,Czarny, ale zdrowy.

Skowroneczek śpiewa,Wiszący pod niebiem;Daj nam Boże razemPrzełamać się chlebem.

Chlebem się przełamać,Kąskiem choć ostatnim,Dobrem się podzielić słowemI uściskiem bratnim!

Poczerniało niebo,Poczerniało pole;— A gdzie lecisz, odlatujesz,Siwy mój sokole?

Czy lecisz za góry,Czy za morze sine,Za tem słonkiem, za tem złotem,W weselszą gościnę?

Weselszą gościnęZnajdziesz sobie wszędzie;Lecz za cichą wioską nasząTęskno tobie będzie.

Co spojrzysz za siebie,To serce zasmucisz,Aż się z nową wiosną do nasI do gniazdka wrócisz.

Łupu, cupu! łupu, cupu!Cepami w stodole;Poczerniało, posmutniałoNasze czyste pole.

Łupu, cupu! łupu, cupu!Tęgo bijmy w snopy!Będziem mieli z tej pszeniczkiPo dwa korce z kopy.

Łupu, cupu! łupu, cupu!Aż ręce ustały;Ta pszeniczka, sandomierka,Słynie na świat cały!

A te dzikie gąski,Na zachód leciały,W zimnej rosie nocąPióreczka maczały.

A te dzikie gąskiPióreczka zgubiły,Z onej to żałości,Że nas porzuciły!

Siny dym się wije,Pod lasem, daleko;Tam pastuszki ognie paląI kartofle pieką.

A Żuczek waruje,Łapy sobie grzeje;Krówki ryczą, porykują,Dobrze im się dzieje.

— A mój Żuczku miły,Obszczekuj od szkody,Bo jak wyjdzie pan ekonom,Będąż tobie gody!

Wicher wieje, deszcz zacina,Jesień, jesień już.Świerka świerszczyk z za komina,Naszej chatki stróż.

Świerka świerszczyk co wieczoraI nagania nasL— Spań już dzieci, spać już pora,Wielki na was czas!

— Mój świersczyku, bądźże cicho,Nie dokuczaj nam.To uparte jakieś licho,Śpijże sobie sam!

A my komin obsiądziemyDokolutka wnetmSłuchać będziem tego dziadka,Co był w świecie — het!

Siwy dziadek wiąże sieci,Prawi nam aż strach!A tu wicher wskroś zamieciBije o nasz dach!

Dziadek dziwy przypomina,Prędko płynie czas;Próżno świerszczyk z za kominaDo snu woła nas!

Dobranoc, ty wiosko,Dobranoc, kochana!Oj będziesz ty spałaDo nowego rana.

Do nowego rana,Co wzejdzie na niebie,Kiedy nowa wiosnaZnów obudzi ciebie.

Dobranoc, ty wiosko,Dobranoc, kochana!Oj będziesz ty spałaDo nowego rana.