Z dzienniczka reportera

Maria Rodziewiczówna (1863–1944)

Tam do licha! już ósma! a ja śpię jeszcze w najlepsze. Dalej! wyskocz z łóżka, leniuchu! Czyż nie pamiętasz, coś winien swemu powołaniu? Przecież teraz jesteś współkolegą naszych sławnych literatów... A jak to pięknie wygląda na bilecie wizytowym: „Durandin, dziennikarz” Dziennikarz! Jestem dziennikarzem, jak Armand Carrel, jak... No, dalej do roboty! Przedewszystkiem należy zredagować opis wczorajszego pożaru. Spieszmy się. (Siada przy stole.) To dziwne! Jak to trudno o natchnienie, gdy się jest naczczo! Zresztą przedmiot nie ciekawy. Ani jednej ofiary!... Przez chwilę sądziłem, że jestem na tropie prawdziwie zajmującego zdarzenia. Zapewniano mię, że dziecko zamknięte w pokoju, żywcem się spaliło. Przygotowałem już opis... Szczególniej pięknym był ustęp o tych biednych drobnych — szczątkach, zwęglonych zupełnie. Tymczasem pokazało się, iż były to zwłoki psa. Miałem chwilowo chęć pozostawić opis bez zmiany; lecz koledzy pilnują — złapaliby mię na kłamstwie. — Niech licho porwie pożar! Jestem nieusposobiony. Chodźmy na śniadanie!

— Garson! podaj mi wszystkie dzienniki. Masz tobie! otóż znowu ten dyabeł Baruchet pochwycił mi morderstwo z przed nosa. I jak on to potrafi zwęszyć? wszystkie zbrodnie do niego wyłącznie należą. A co to za morderstwo! Żona, porąbana w kawałki przez męża. Gdybym to ja dostarczył taką wiadomość do swego dziennika, mój redaktor z pewnością powiększyłby mi płacę!... Lecz jeszcze nie wszystko stracone. Baruchet był niedokładny. Nie obejrzał owych kawałków ciała! muszę je zobaczyć, albo nie będę Durandin. Garson! Befsztyk który obstalowałem? Nie mam czasu... — A worek! Gdybym mógł zrobić opis worka, w który włożono ofiarę, byłbym górą. — Doróżka! Ulica la Roquette! Dostaniesz na piwo!...

— Niepodobna! Komisarz policyi był jak ze spiżu. Napróżno — błagałem, przedstawiałem mu, że cała moja przyłość od tego zależy... No, kiedy kto nie ma szczęścia, to już go nie ma zupełnie. Dawniej, moi poprzednicy potrzebowali tylko schylić się aby brać.. Ach! gdybym żył za czasów Troppmanna!... Teraz, gdy tylko zdarzy się jakie nędzne zabójstwo, wyrywają je sobie i trzeba wielkiego wysiłku imaginacyi, aby zrobić z tego coś zajmującego..... Z ulicy la Roquette blizko już do Pére-Lachaise. Może tam znajdę jaki pogrzeb ciekawy. Zobaczmy.

Na honor nie mam szczęścia! W przejeździe pytałem dozorcę więzienia skazanych na śmierć, czy w jego celach nie ma kogoś godnego uwagi? — nic z tego. Ach otóż dozorca cmentarza. — Przepraszam pana, racz pan udzielić mi objaśnień co do osób, dzisiaj zmarłych. — Oto jest lista. — Dziękuję, przebiegnę ją tylko oczyma. Jestem dziennikarzem — współpracownikiem redakcyi „Łasicy”........ Hrabina de Brossac, — ba! to zaledwie z pietnaście wierszy o genealogii i rodzinie... bankier austryjacki... jenerał dymisyonowany... eh! wszystko to marnota. Czyś pan zauważył, jak rzadko umierają, teraz członkowie akademii? Dawniej co chwila był pogrzeb którego z nich; jaki to doskonały przedmiot członek akademii! Pan, nie należąc do prasy, nie możesz i mieć nawet pojęcia o tem. Ale nie zatrzymuję dłużej pana; przepraszam, żem go napróżno trudnił. Nadewszystko jednak szkoda, że ja napróżno trudziłem się. Tem gorzej, nie chcę, aby moja wycieczka była zupełnie bezowocna; Zanotujmy, że przy grobie Abelarda i Heloizy, zatrzymano młodą obłąkaną z miłości, która chciała koniecznie aby ją żywcem pochowano. Niezły pomysł — zrobi wrażenie. Byleby tylko to bydle Baruchet nie skompromitował mię zaprzeczeniem! Ten człowiek jest zdolny do wszystkiego... Druga godzina!...

Druga godzina, a ja mam dotychczas tylko moję obłąkaną, która nawet nie jest nią wcale. A gdybym zaszedł do la Morgue? Wybornie! Hej! dryndziarz! do la Morgue! Lecz cóż ja robię? zapomniałem zupełnie o małżeństwie naszego sławnego artysty muzycznego Barnardon z małą Irmą, aktorką z Varietés, a przecież tem małżeństwem cały Paryż zajmuje się. Otóż to spuszczać się na swoją pamięć! Dryndziarz! żywo do merostwa IX cyrkułu! Gdybym się o kilka minut spóźnił, byliby mi umknęli. Przedewszystkiem, toaleta panny młodej... Ale — czy to materya faille, czy téż po prostu kitajka? A przecież to rzecz ważna... co począć? Zapytam tej staruszki... — Racz mi pani powiedzieć, czy to jest materya faille czy kitajka? — Cóż to za żart niedorzeczny? — Ale przysięgam pani że ja... — A pan młody... Ubranie bez zarzutu, mina trochę wymuszona. Notujmy: „Zmarły miał twarz.. Cóż znowu? omyliłem się, zdawało mi się, że jestem na pogrzebie... No, przybyło mi ze czterdzieści wierszy. Cóż kiedy nie ma zakończenia. Nie tak jak na ślubie Hrabiego X. któremu kochanka zrobiła skandal w kościele... To było wyborne. Trzecia! Do la Morgue!

Eh! nędza wyjątkowa! Tylko dwóch topielców i to jeszcze czwartego rzędu. No jedno utopienie się będzie na karb miłości, to zawsze podoba się czytelnikom. Ha! — jedzmy do prefektury, nie trzeba tracić czasu. Może jaka śmiała kradzież.... gdyż na honor, jeśli tak pójdzie dalej, nie zarobię nawet tyle, ile mię powóz kosztuje. Odprawię go. Gdyby też kto rzucił się do wody teraz, gdy jestem na moście. Ani myśleć, wszyscy przechodzący mają miny obrzydliwie spokojne. W prefekturze pustki!... zaledwie dwie, czy trzy nic nieznaczące kradzieże. Znajdź natchnienie wobec takich drobnostek! Lecz cóż tam za zbiegowisko? czyżby nareszcie los mi się uśmiechnął? Omnibus przejechał młodą dziewczynę... O! dzięki Ci, Boże! tej mi już Baruchet nie wydrz).wydrze. Pozwólcież mi przejść! Bierzmy ołówek: „Twarz anielska, (nie jest to prawda, lecz wzbudza żywsze zajęcie) ubranie eleganckie”... Teraz trzeba poszukać adresu, rewidując jej kieszenie „Znaleziono w kieszeni portmonetkę ze skóry ruskiej, a w niej 17 fl. 25 cent, chustkę z cyframi J. M., oraz małe pudełko z pudrem“. Zdaje mi się, że jestem dokładny. Zwyciężę Barucheta ten szczęśliwy wypadek trochę mnie pokrzepił,pokrzepił. A. p. Komisarz giełdowy! — Jak się pan miewa? cóż tam słychać?“ — Okropność: Bou chardin, ten sławny spekulant na giełdzie zastrzelił się!“ — Czy być może! Dziękuję biegnę tam.“ Dostałem się do pokoju zmarłego, zapłaciwszy służącemu. Co za tryumf! Idźmy porządkiem. Opiszmy naprzód umeblowanie. Przedewszystkiem pokój, w którym B. zakończył życie. Kominek, na nim szczątki spalonego papieru. Zegar... nie ładny wcale. Dywany d‘Aubusson,.. Czy tylko na prawdę d‘Aubusson? Tak. Na brzegu stołu niedopalone cygaro. Oto jeden z tych szczegółów, które nadając wziętość reporterowi. Łóżko z kolumnami, obicie białe. Samobójca leży na niem, na lewym boku. Trzeba opisać jego powierzchowność. Ubrany w pantalony szare od.. Trzeba go przewrócić i zobaczyć znaki krawieckie. Niestety! zapóźno, przyszli opieczętować ruchomości. Zresztą, mam już materyał, który mi wystarczy na półtorej szpalty; mogę spokojnie zjeść obiad. Gdy jeszcze dodam do tego trochę pogłosek, krążących o aktorce Palais-Royal, to wszystko będzie w porządku. Ach jakiż ze mnie niedołęga! zapomniałem spytać służącego, co jego pan przed śmiercią jadł na śniadanie...

Zaprawdę, publiczność ani się domyśla, ile to napotyka się trudności w zawodzie literackim, i ile trzeba mieć zdolności do tego zawodu!..