Tyrsis

Melchior Pudłowski (1539–1588)

Kiedy matka zasnęła pod ową leszczyną,Powiedz, co Tyrsis z tobą czynił pod krzewiną?Ach! niestetyż, widziałem, gdyś go obłapiała,Ach, by nie wstyd powiedzieć, widziałem, gdyś dała.Często do mnie więc inne dary przysyłały, 5

Bych im był przyjacielem, o to mocno trwały.A jam tobie tak dufni, żem wszytki dla ciebieWzgardził, alem oszukal, widzę, barzo siebie.

Tyś sama oczy moje gwiazdom więc równała,Tyś mię za Adonisa u siebie miewała. 10

Teraz jestem wzgardzony, nie wiem, coś ujrzałaNa tym to, któregoś się tak rozmiłowała.Cóż wżdy osobliwego w Tyrsidzie najdujesz,Że go, nieszlachetnico, dziś nad mię miłujesz?Ten cudze owce pasie, mnie ich ojciec tysiąc 15

Zostawił umierając, mógłbych na to przysiąc.Tego przeszedł Dorilus, gdy z sobą śpiewali,A myśmy Dorilusa prostakiem być znali.Agirta, chocia za wżdy godnym u nas słynął,Kiedym ja wziął piszczałkę, tedy przy mnie zginął. 20

Ten ani strzelać umie, ani stawiać klatkiNa ptaki, ni na zając czynić także siatki.Ja się o zwierz nawiętszy pokuszę gdy w lesie,A Tyrsis nic do domu nigdy nie przyniesie.Owa, zgoła nie widzę żadnej godności, 25

Przeczby mię miał ubieżeć do ciebie w miłości.Już baczę, że niepewną ci nadzieję mają,Którzy wiary po miłych swych pewnej czekają.Wierzcie mi, każdy zając przede psy ucieka,Kuropatwa jastrzębia też nie rada czeka. 30

I to wierzcie, że próżno spuścić się na słowa,Żadna wiary nie strzyma toż nam białogłowa.