Do M. K.-M.

Michał Koroway-Metelicki (1855–1891)

Skan zawiera grafikę.Kiedym w młodości kwietnym porankuZ polnej powracał wycieczki,Tobie samotnej w wiejskim krużgankuNiosłem pól krasne kwiateczki.Kiedy w młodości orlim polocieZ górnej spuszczałem się jazdy,Śmiało skradzione w niebios namiocieJasnem przynosił Ci gwiazdy.Brałaś i gwiazdy, brałaś i kwiaty,Cudnym zdobiłaś mię wiankiem;Strojąc mię w tęcze, złote z gwiazd szaty,Sławy mię śniłaś kochankiem.

Kiedy w późniejszym wieku żałobyŚwietne się zćmiły widziadła,Na me mogiły, marzeń mych grobySmętna szłaś, drżąca, wybladła.

Kiedym w rozpaczy nurzał się toni,Światu złorzeczył i sobie,To za dotknięciem miękkiej Twej dłoniJam się ukajał w żałobie.I jak przed słońca złotym promieniemGrzmotne pierzchają pioruny,W słodycz mieniłaś rzewnem spójrzeniemGorzkie życiowe piołuny.

A tak czy świat mi jaśniał uśmiechem,Czylim w noc tonął bezdenną,Niebios błękitnych byłaś mi echen,Słupem Mojżesza przedemną!Kiedy w rozgwarnem miasta mrowiskuDłonie się nasze spotkały,Zbiegły się dusze w jednym uścisku,Jak dwie siostrzyce witały.Toż dziś nam ślubne ścielą kobierce,Zabrzmi nam: „Veni“ radośnie,Odtąd myśl z myślą, z sercem się serceW zgodną harmonią nam zrośnie...

I Ty mi będziesz wiarą, nadzieją,Mym opiekuńczym aniołem,Będziesz nowego życia koleją,Mego zapału sokołem!

Będziesz mi gwiazdą, cudem, błękitem,Skrą brylantową, wawrzynem,Uczuć mych perłą, myśli zenitem,Duszy mej hartem i czynem!...