Burza (Romanowski, 1904)
Lecą chmury, a dołamiSłychać wichru szum;Niebo w dali błyska skrami,Ptactwa pierzcha tłum.
I okrzykiem przerażeniaWita ciemny las.Słychać gromy, ziemi drżenia...Burze, witam was!
Ja sam jeden. NiezlęknionyPatrzę w czarną toń;Pierś mi pieści wiatr szalonyI kołysze skroń.
Bije groźna błyskawica...Cicho... błyska znów...Ho! przyrody to prawicaRzuca milion słów.
Po chmur czarnym pergaminieZłote pismo drgaI przez oczy szybko płynie —Aż do serca dna!
Już odbite, rozbudziłoAkord w piersi mej:Dusza rwie się całą siłąDo przystani twej,
Burzo dzika! — Hej, z wiatramiIgra moja myśl —Od nich dziksza! A ty skrami,Chmuro, słowa kréśl.
Niech je czyta, niech je słucha,Aby mogła tu,Gdy nastanie cisza głucha,Płoszyć bezczyn snu
I ogniste wiązać brzmienieW dzikich pieśni stok...W łono ciemnic siać płomienie,Życie siać co krok.
Stój — stój, myśli moja dzika!Oto cisza znów:Burza milknie — chmura znika...Pieśni braknie słów!