Uczta Geronowa (Romanowski, 1913)

Mieczysław Romanowski (1833–1863)

Pieśń wam zaśpiewam! w pieśni prawdę szczerą:Był u Ottona wielki margraf Gero,Nad podbitymi postawion Słowiany,A w każdej sprawie rycerz zawołany.

I miał ten Gero murowany dwór,Co wieżycami wspinał się do chmur;Miał jasną zbroję i stalowy miecz,Co w bitwach głowy z karków zmiatał precz;I zgraję knechtów na wszelkie rozkazy,Krwawych jak wilcy, a zimnych jak głazy.

A pierś Gerona była jako stal;Nie znał litości, nie tykał go żal.Niech drży podbity — niechaj znosi dań,Jeśli mu miła nieprzerżnięta krtań!Więc już o buntach zaprzestano marzyć,Nawet lirnicy nie śmieli się skarżyć.

I była radość pomiędzy Germany,Że legł Słowianin, jak lew okowany;W Mersburgu Otto na cesarskim tronieŚciskał margrafa zakrwawione dłonie.I poczcił złotym łańcuchem GeronaI kazał nowe podbijać plemiona.

Siadł więc graf Gero w murowanym grodzie,I śpiewał Panu psalmy o zachodzie.I kazał sobie podać wina dzbanI pił i marzył, jak go podniósł Pan!Ha, niedość jeszcze! więc zamierzył graf,Jakby do Lachów Odrę przebyć wpław.

A tam — już długo chowa się z tem w łonie, —Tam chce graf usiąść na udzielnym tronie,I władnąć berłem po zaborach wzdłuż...Marzy — i z rodu króle liczył już.

I o dłoń szorstką wspałwsparł brodatą twarz, —Wtem w róg zagrała przedmurowa straż:„Kto?“ „Goniec grafie“. Goniec w drzwiach już stoi,Jeno się wieści wypowiedzieć boi.

I drżąc wyjęknął: „Grafie! ciężko nieśćDo twoich uszu taką srogą wieść.

Patrz! Lach Słowianin, co tak twardo spał,Jak głodny niedźwiedź z pazurami wstał,U bożych świątyń porozwalał drzwiI skąpał ręce w grafa Haika krwi“.

Lecz graf stał zimny.

Choć u granic wróg,Nie zbroi knechtów ani wiernych sług.Każe nieść wina, miody i bić woły,Każe do uczty stawić sute stoły;Do lackich książąt zaprosiny śle,Jakby w najlepsze i przyjazne dnie;Czasami tylko ściągnie czarne brwiI mruczy pod wąs: „Napiłbym się krwi.“

A ledwie zeszło w trzeciej dobie słońce,Od lackich książąt powrócili gońce.Gero rad z wieści... Hej, już dzwoni róg,Już wchodzą kniazie w Geronowy próg;Trzydziestu książąt, szczera lacka krew —Szerokie czoło, ciemna w kabłąk brew,Otwarte lica, w źrenicach błękity,U bioder szable, a na głowach szczyty.

W świątecznej szacie Gero we drzwiach stał,Powitał kniaziów — dłoń każdemu dał.Czarnego ducha tak ukrył postacią,

Iżby rzec można, brat wita się z braciąI w dom prowadzi i wyrządza cześć; —I każe misy przed kniaziami nieść,Prosi, by na bok odłożyli bronieI stół zasiedli po obojej stronie.

Ucztują kniazie; w sali rośnie gwar,Coraz weselej od pieśni, od czar,Coraz serdeczniej; co wychylą dzban,Podaje świeży, hojny zamku pan.I zapomniało szczere lackie plemię,Że chciwy Gero dybie na ich ziemię,Że krew już płynie u odrzańskich wód, —Taki graf zdziałał gościnnością cud.A Gero wstaje i woła do sług:„Niechaj zadzwoni paź w złocisty róg!A ja ten puhar wznoszę wam, kniaziowie!“I pełny puhar pił za kniaziów zdrowie.

A gdy pił Gero, paź na rogu grał,Dziko, jak wicher, wyjący śród skał.Na ten głos knechty z morderczem żelazemWpadli i kniaziów otoczyli razem,I skrępowali sznurami ramiona,Cięli im gardła i kłuli im łona.

A możny Gero nad trupami stał,Uśmiech na ustach, w dłoni puhar miał.

„Siądźcie za stołem, wołał, bracia moi!Gero się buntu wyrżniętych nie boi.“

I wnet ze sali każdy smętny trupPoszedł za okop sokołom na łup.Sokoły niosły wieść na lackie pola,Że wodzów taka spotkała tu dola. —

I siadł graf Gero w murowanym grodzie,I „De profundis“ śpiewał o zachodzie —I kazał sobie podać wina dzban,I pił i marzył, jak go podniósł Pan!A potem senną głowę wsparł na łonieI o złocistej zamarzył koronie.

Taka to była owa uczta sławna,I tak Germany wojowali zdawna.

Listopad 1859.