Zbolałej (Romanowski, 1913)

Mieczysław Romanowski (1833–1863)

Straszny przed tobą kielich! Co dnia go wychylasz,Co dnia rzucasz go z ręki, wypity aż do dna,I sama go trucizną po brzegi zasilaszI porywasz go w dłonie, tej trucizny głodna —I pijesz, żywiąc w piersi szalonych nadzieję,Że serce się rozpęknie, albo skamienieje.

Toż nazwałbym cię dzieckiem, co w swe drobne dłoniePragnie wyczerpnąć przestwór bezgraniczny morza...Czerpie, a tu się bezdnem urągają tonie,Jak z potęgi człowieka urąga moc boża.O! daremnie. — Komu Bóg ducha tak zapali,Ni lodem go ochłodzi, ni zgasi w łez fali.

Gdybym mógł, to na ciebie rzuciłbym kwiat owy,Który dzieciom w kołyskę kładą matki wiejskie...

I usypia wnet dziecię i śni sen różowy,I przez główkę mu płyną dziwa czarodziejskie,I harmonia aniołów duszę mu zalewa...A to nad kołyseczką matka luli śpiewa.

Lecz kwiat taki na ziemi tylko dzieciom rośnie!Stań się więc beznamiętną, choć ból szarpie ducha,I nie przeklinaj serca, gdy jęczy żałośnie,I wiedz, że duch twój z Boga i że Bóg go słucha; —Że biały stróż twój anioł koło ciebie stoi,I — że ciebie Bóg kiedyś w dwa skrzydła ustroi.