Część pierwsza — LII

Miguel de Cervantes (1547–1616)

Traducido del español por Edward Boyé

Przedziwny Hidalgo Don Kichot z Manczy

Szaleniec, który Manczę ubrał w blask swej sławy,Jaśniejszy niźli Jazon swą rodzinną Kretę,Człek, co z ustawnych marzeń brał czynów podnietę,Gdy jego wiek dla chimer był już niełaskawy.

Ramię, co tak niezwykłą sprawowało dzielność,Że fama jej od Cathey poszła do Gaety.Muza wdzięczna, a wraz i okrutna niestety,Ryjąca wierszem w spiżu swoją nieśmiertelność.

Ten, który Galaora zaćmił, AmadisaZnacznie w tyle ostawił, dufny w swoją sławę,Zbrojny w miłość, z kochanki na ustach imieniem.

Ten, co uczył rycerskich przewag BelianisaI na swym Rossynancie odbywał wyprawę,Spoczywa pod tym twardym i zimnym kamieniem.

Ta, co ją tu widzicie, o spasionym pysku,Zbladłych jagodach i wydatnej piersi,Jest Dulcyneą z Toboso! NajpierwsiZa afekt swój jej wzgardę odnosili w zysku!

Dla niej deptał Don Kichot Sierra Negra szczyty,Z pól Montielu przebiegał do Aranjuezu.Dni i noce, zachody słońca, słońca śwityNie mogły cię do wczasu pokusić, rycerzu!

...Choć biegałeś piechotą z Rossynanta winy.O, nasz łosie złowróżbny! Ta Manczy królowaI ten błędny kawaler zmarli w kwiecie lat!

Śmierć starła z jej policzków rumieńców karminyOn, któremu pisana była wiąż laurowaDarmo szukał ucieczki od Kupida zdrad!

Na wspaniałym,, diamentowym tronie,Który depce Mars swą stopą krwawą,Dziś pospołu króluje ze sławąManczueńczyk w laurowej koronie.

Składa tutaj broń z hartownej stali,Którą niszczy, burzy, w pień wycina.Zaliż sztuka tego paladynaNową pieśnią zadosyć wychwali?

Jeśli Galja, pyszna z Amadisa,Grecja, dumna z jego dzielnych synów,Rozsławiły w świecie ich imiona,

Jak wspaniałą koronę wawrzynówMusi dobyć z pod swego kirysaSprzyjająca la Manczy Bellona?

Sanczo Pansa tu leży! Nikczemny z postaciZawsze w męstwie celował! O dziwie, nad dziwy!Nigdy nie żył na świecie giermek tak poczciwyA wraz i głupiec równy!... Daj to wszyscy kaci!

O jeden włos był grabią!... lecz na jego zgubęSprzysiągł się wiek niewdzięczny i pełen zawiści.Fortuna ślepa, losy rycerzom nielube,Co nawet osłu skąpią świeżych traw i liści.

Na nim jeździł, (powiedzmyż to jawnie, bez sromu)Wstępując w tropy pańskie, miarkując zapędyOśle, według żartkiego Rossynanta cwału.

O nadziejo zwodnicza, która się nikomuW naszych czasach nie ziszczasz! Widzę twoje błędy,Oddając hołd należny Sanczo Pansy ciału!

Rycerza kościstej postury,Błędnego Imć Nieboraka,Który dosiadał luzaka,Kryją tu grobu marmury.

Braciszek Sanczo, koniuszy,Pospołu z panem spoczywa.Nie było wierniejszej duszy,Niż dusza giermka poczciwa!

Dziewka rozrosła naschwał,Krępa, cycasta, pyzata,Zeszła już z tego świata,Zmieniona w proch, który z ciałŚmierć niezbłagana czyni!Z znamienitego szła gniazdaTa Don Kichota bogini,Toboso świetlista gwiazda!