Scena ósma
Traducido del francés por Tadeusz Boy-Żeleński
Pocieszne wykwintnisie (1926)
SCENA ÓSMAMASCARILLE, DWÓCH TRAGARZYMASCARILLE
Hola! moi ludzie, hola! Już, już! ostrożnie. Te gbury chyba umyślnie chciały mi roztrząść kości obijając mnie o wszystkie mury i bruki!PIERWSZY TRAGARZ
Do kata! bo też i drzwi nie są zbyt szerokie. Kazał pan, byśmy go nieśli aż tutaj.MASCARILLE
Myślę sobie. Cóż wy myślicie, trutnie, że ja będę narażał pulchność moich piór na nieżyczliwość dżdżystego powietrza i zaszczycał błoto uliczne odciskiem mych trzewików? Dalej, zabierajcie lektykę.DRUGI TRAGARZ
Niech nas pan wprzódy zapłaci.MASCARILLE
Hę?DRUGI TRAGARZ
Mówię, aby pan nam dał naszą zapłatę, jeśli łaska.MASCARILLE dając mu policzek: A, ty hultaju! ty śmiesz się domagać pieniędzy od osoby mego urodzenia i stanu!DRUGI TRAGARZ
Więc to w ten sposób płaci się biednych ludzi? Czy pańskie urodzenie starczy nam za obiad?MASCARILLE
Hoho! nauczę ja was rozumu! Te draby ośmielają się pokazywać rogi!PIERWSZY TRAGARZ biorąc w rękę drążek lektyki:
Dalej, płacić zaraz, i basta.MASCARILLE
Co?PIERWSZY TRAGARZ
Mówię, że chcę tu widzieć pieniądze w tej chwili.MASCARILLE
No, ten to jakiś przyzwoity człowiek.PIERWSZY TRAGARZ
No, będzie już raz?MASCARILLE
Owszem, owszem; ty przynajmniej wyrażasz się jak należy, ale tamten, to gbur, który nie ma pojęcia o formach. Masz, jesteś zadowolony?PIERWSZY TRAGARZ
Nie, nie jestem; dał pan policzek memu koledze i... Podnosi drążek.MASCARILLE
Powoli; masz tu za policzek. Wszystko można odemnie uzyskać, ale po dobroci. Idźcie, a przyjdźcie niedługo, aby mnie zanieść do Luwru: król bezemnie spaćby się nie położył.