Gdym umierał...

Osyp Szpytko (1869–1942)

…Gdym tak umierał — jęczały bory, łęgi,W posadach drżały góry, skały,A wichry smutną pieśń tęsknoty łkały,Z kurzawy ścieląc wiecznej szlak mitręgi.Jak tłum upiorów, jak szatanów chóry,Ze sykiem się kłębiły w górze chmury,A syk ten brzmiał w mych uszach, jak szyderstwo.

Prowadził mię na cmentarz orszak dziwny:Szkielety dawnych cierpień, marzeń trupy,Wśród nich w namitce ślubnej, jak oblubienica,Tęsknota szła z Minerwy twarzą białą,A uśmiech pierwszy raz jej smutne złocił lica.Doznane krzywdy za nią — zgrają całą —Szły, wiodąc motłoch obelg, jak wściekłe psy na smyczy.A dalej żal, spłacone życiu grzywnyW puharze niósł: łzy cierpkie, jad goryczy.Tam znowu czarne myśli jak te wrony w polu,Zawody moje w niemym bóluI — w jeden orszak zlane pogrzebowy —To wszystko, com przebolał w dzień rokowy,Gdym sam umierał — — —