Sztuka kochania — Księga trzecia — VII
Traducido del latín por Julian Ejsmond
VII
Cóż powiedzieć mam o sukniach?Piękności rozkoszne moje,
pocóż z tyryjskiej purpuryużywać najdroższe stroje?
Po co na sobie obnosićdochody swe całoroczne?Tyle jest tańszych kolorów...od nich opowieść rozpocznę.
Są błękity lazurowebarwy niebiosów pogodnych...Jest zieleń koloru fali,jako strój rusałek wodnych.
Są tkaniny, które majązłotego runa kolory.Są inne takie promiennejak zroszony płaszcz Aurory.
Piękny kolor mirtu z Pafosi ametystów purpura...Cudną barwą popielatąlśnią żórawi trackich pióra.
Gdy przeminie gnuśna zimai podmuchy ciepłe wiosny
zazielenią winnic pędyze snu budząc świat radosny, —
mniej barw w sobie będą miaływszystkie różnobarwne kwiaty,niżeli mają kolorównaszych niewiast cudne szaty...
— — — —
Wybierać trzeba ze smakiem.Nie wszystkim bowiem przypadajedna barwa... Niech blondynkaczarne stroje na się wkłada.
Brunetce — w białym do twarzy...Brizeis się ubierałaczarno... Wdzięki Andromedypodnosiła szata biała...