Z Petrarki (Canzona XIV)
Traducido por Adam Mickiewicz
Chiare, fresche e dolci aque.
O jasne, słodkie, o przeczyste wody,W których zwierciadlanej faliLaura kąpała swą anielską postać!Drzewko wysmukłej urody,I ty będziesz święte u mnie!W twym cieniu lubiła zostaćNieraz sama zamyślona;I prześliczne jej ramionaSpoczęły nieraz na twej majowej kolumnie.
O błonia, których brylantowa rosaNieraz obwiana jej lekkiemi szaty;I wy trawki, i wy kwiaty,Ozdobo piersi i włosa,Ostatni raz dajcie uchaOstatnim żalom cierpiącego ducha!Jeśli tak chciały wyrokiI niebios okrutna wola,Ażebym cierpiał i płakał do zgonu,Niech przynajmniej moje zwłokiPośród zielonego polaZasną, gdy duch uleci ku bramom Syjonu!
Z niewielką umrę trwogą,Choć umieram w lat mych kwiecie,Jeśli nadzieję uniosę błogą,
Że duch mój pośród tej błoni,W miłej i cichej ustroniZostawi łódkę, w której błąkał się po świecie.
Może którego porankaPiękna, okrutna kochankaZabłądzi w znane doliny,Gdzieśmy szczęśliwe pędzili godziny.I swe jasne, wdzięczne okoZwróci, szukając mię wszędzie,Ujrzy wzgórek pod opoką:Ach! to mój grobowiec będzie. —I może wtenczas iskierka miłościAlbo litość ją poruszy,Westchnie, a to westchnienie za progiem wiecznościOdezwie się w mojej duszy.I nad mogiłą stanie zamyślona,Oczy jej zaćmi łez mglista zasłona.
Tu niegdyś wietrzyk pośród majowego lasku(Chwila ta dla mnie będzie wiekopomna)Kwiaty na pierś jej strząsał klejnotów potokiem,A ona w takim blaskuSiedziała skromna,Jak bóstwo różnofarbnym zakryta obłokiem.Jedne kwiaty na kolana,Drugie pomiędzy warkoczów pierścienieSypiąc się, błyszczą, jak girlanda tkanaW perły i drogie kamienie.Ten kwiatek do nóg jej pada,Ten odleciał i smutny chce się w strumień rzucić,Inny błądzi w powietrzu i zdaje się nucić:«Tu miłość włada!»
Natenczas pełen świętego przestrachuMyśliłem, że z niebios gmachuZstępującego dostrzegam anioła.Ten wzrok, ten uśmiech, ten majestat czoła,
Ten głos wdzięczny, ileż razyUniosły duszę w tak rozkoszne błędy,Że otoczony rajskiemi obrazyPytałem sam siebie:Jak tu przybyłem? i kędy?Bo mnie się zdało, że już byłem w niebie!
Ostafiewo, 1827.