Uwertura (fragment)
Traducido del francés por Antoni Lange
Dzieło — Część II
Ale traf nieprzyjazny, który chwili baczy,Knował przeciwko śladom zbudzonych gałęzi,Wszystkie chmury ciężarne widziałem rozpaczyI próżnię żądz bezpłodną w śnie bez widzeń — więzi.
Z zmęczonem łonem, wieczny bóg tysiącoleci,Na słoneczności dumań zamieszkały własnych,Pragnie z swego sieroctwa zmartwychwstać — i z jasnychPromieni nową przyszłość w mroku swoim nieciTajnych znaków wszechdrgnieniem, co w przestworza leci.
O, mówcie, że księżyczne złowrogie przedednie,Bezpotomnie umarło — i że z klęsk, świetlanąTęczą, lat promienistych zorze znów powstaną!
Ono błądzi przez nocy wdowieństwa bezednie,Jako proporctwo żaru jasnych łez uprzednie.
Lecz ziemski, nie dający nadziei rosplennejPorywu — co przez długich krzepnie walk zapały,I falowemi drogi ściga szczyty chwały —Jeden na widnokręgu wieczór bezpromiennyGrzmi, że zaginie ziarno w zarodni nasiennej...
I znów, jakoby w nocy więziony bezładnej,Duch Życia — pozbawiony raju snów i marzeńTrwa ciemny, i bez pieśni, bez bólów, bez wrażeń,Aż wysiłkiem wszechmocy wstanie po bezwładnejSpocznień nieskończoności — złotą sławą żadnej.
I oto w gaje życia, gdzie wygnane kwiaty,Wirem mroków porwane, cierpią wieczne męki,Zszedł bóg tysiącoleci, i siostrzanej rękiŻywem ciepłem, otworzył promieniste światy.
Oto znów zpod tajemnych, zpod wrzeciądzów szczelnychW doliny Życia dzwoni żyzny duch wiecznościI w śmiertelnych porywach drżącej zielonościBudzi nasiona, pełne nadziei weselnych,Zachowane ku jutru od padań śmiertelnych...
I wraz wszystkie girlandy, strojne w liści sploty,Gdy błysło to widzenie w onej dzikiej leśni,Zadrgały naraz dźwiękiem eolowej pieśni,I w zachwycie wołały: Ach, to ty, ach, to ty!Coś trwał spowity długo w jednych zim martwoty...