Część druga
Traducido del inglés por Jan Kasprowicz
Pieśń o starym żeglarzu
«Po prawej już z odmętu falWstawało słonko boże,I poprzez mgły chyliło się,By z lewej zapaść w morze.
Na tyłach wiatr z południa wiał,Lecz ptak się już nie waży,
Na majtka krzyk nie leci w migPo jadło z rąk żeglarzy.
Piekielny-m ja popełnił czyn,Druhowie złorzeczyli,Że zginął ptak, co na nasz szlakDał dobry wiatr w złej chwili.«Tyś łotr i cham! On przywiódł namSzczęśliwy wiatr w złej chwili».
Nad morza toń, jak boża skrońJawi się słońce złote:«Padł z rąk twych ptak, co na nasz szlakZwiał» — rzekli — «mgłę i słotę.Wygodził nam, że zabił samPtaka, co przyniósł słotę».
Wiatr dobry dmie, w pian srebrnej mgleSwobodnie okręt płynie;My z ludzi snać pierwsza tu braćNa cichej tej głębinie.
Wiatr przestał dąć: ha! smutno wkrąg,I żagle smutnie wiszą:«Mówże ty, mów! Trzeba nam słów,Bo strach z tą morską ciszą».
Niebieski strop, jak w żarach miedź,A słońca twarz płonącaRozkrwawia się nad masztem wprost,Nie większa od miesiąca.
Tak dzień po dniu bez wiatrów tchu,Bez ruchu myśmy stali,Jak malowany statku wzórNa malowanej fali.
Gdzie wzrok twój padł, tam wody świat,A łódź się w ogień zmienia —Wody był świat, gdzie wzrok twój padł,A człowiek marł z pragnienia.
I morza głąb’ snać gniła już!O, Chryste! cóż się stanie?Mulisty płaz leniwie lazłPo mulnym oceanie.
A wśród tych mąk, gdzieś spojrzał, wkrągOgnie umarłych płoną:Widziałeś toń, jak olej wiedźm,Niebieska, białą, zieloną.
A w naszych snach, nieszczęścia duchGłuchemi straszył słowy,Że nas na dziewięć sążni w głąbOd strefy gna śniegowej.
U wszystkich nas wyschnięta krtań,I język już bez władzy,Zamarł już głos, jakby nam ktoNasypał w gardziel sadzy.
Ach! co za wzrok mi każdy śleI jak się do mnie zbliża!
I na mym karku zawisł wrazAlbatros, zamiast krzyża».