Hymn do Afrodyty

Sappho (630–570 a. C.)

Traducido del griego antiguo por Alfred Szczepański

Na promiennym tronie usłysz me wołanie,Afrodyto, Zeusa córo, dziewico;Cna bogini, nad męką miej zmiłowanie,Nad serca mego tęsknicą.

Zejdź ku mnie, niebiańska, jak to nieraz bywa,Kiedy od twego ojca z wysokościŁaskawie się do mnie zniżasz, urodziwa,Skoro twej wzywam litości.

Biali ptaszkowie wpośród wesołej psotySkrzydełek swoich, z słonecznej krainyCiągnęły z tobą twój rydwan jasny, złoty,Na czarne, ziemskie niziny.

W lot byłaś przy mnie i pytasz mnie, bogini,Siejąc z twych oczu uśmiechy i blaski:„Coż to serce twoje tak strwożonem czyni,Że mojej aż wzywasz łaski?

Jakiemże pragnieniem miłosnem pierś wzbiera,Kogo pożąda serce gorejące,Od jakiejż to wzgardy dusza ci umieraI skargi roni płaczące?

On cię unika? więc zaraz ścigać będzie,Hardy był? teraz on cię będzie błagać,W miejsce nienawiści miłość go posiędzie,Choćbyś ty miała się wzdragać“.

Przybądź więc znowu i rozprosz czarne cienie,Które mi biedne moje serce gniotą,Nakarm tęsknicę, ucisz moje pragnienie,Ratuj, błagam cię o to.