Setnik rymów duchownych — LXIII
Także z poranku począwszy, mój Panie,Konać mnie będziesz, aż ciemna noc przyjdzie?Także cię z płaczem rzewne narzekanie,Także wołanie nieme przed cię nie wnidzie?
5 Piszczę, jak ptasze od matki zgubione,Hukam, jak gołąb po dzieciach straconych,Ustają oczy w niebo wyniesione,Gwałt cierpię! Panie, ratuj sił strapionych!
Świtanie ziołom wdzięczną rosę niesie, —
10 Mnie na powiekach gwiazdy łez odchodzą!Fortunne ziółka, szczęsna trawo w lesie,Wy czyrstwiejecie, a mnie mdłości szkodzą.
Zwierz, ptastwo w nocy swe posiłki mają, —Mnie trapić księżyc na niebo wstępuje!
15 U inszych oczy z słońca rozkosz znają,Lecz w moim sercu dzień trwogi szykuje.
Panie, jeśli to żywot — a takiemiŁaskami być ma ta dusza bawiona —Niech ci nie będę przykry słowy memi —
20 W pokoju, gorzkość, daj, była skończona!