Jaś (proza)

Stanisław Jachowicz (1796–1857)

Jasio powrócił ze szkoły, położył książki na swojem miejscu i poszedł do ogrodu. Stanęły mu łzy w oczach, bo przypomniał sobie, że nie mógł wszystkiego zrozumieć, co wyjaśniał nauczyciel. — Mój Boże, mówił sam do siebie, jakto inni wszystko pojmują od razu, a ja biedny, choćbym chciał szczerze — darmo! Jaka też ta moja głowa! Ogrodnik, człowiek rozsądny, słyszał to wszystko; wychodzi z za drzewa, bierze Jasia za rękę i rzecze: — Kochane dziecię, jak ci się zdaje, czy te drzewa wiśniowe, obciążone jagodami, zawsze tu były i tyle miały pięknego owocu? — Zapewne, odpowie Jasio. — Oj, mylisz się bardzo. Puste było to miejsce, chwasty i ciernie tu rosły. Ludzie pracowici uprawiali ziemię, z dalekich krajów sprowadzali drzewa, szczepili, pielęgnowali, ale plon obfity nie nagrodził ich starań. Nie ustawali jednak w swej gorliwości, podwoili pracę i doczekali się owocu. Tak i ty postępuj, kochany Jasiu! NarzekarzNarzekasz na słabą głowę; nie zrażaj się tem bynajmniej, pracuj, podwój usilność, a nauka przyjdzie ci łatwo.