Nie możesz, nie możesz odejść

Stefan Marek Eiger (1899–1940)

Jeszcze lękliwie liście zwisają, ledwokołysane podmuchem, na powietrzuświegoce wniebogłosy, a lila glicynjemury pożółkłe przyozdabiają zakłopotanym uśmiechem, —nie wspominaj! za kratą nie wystawaj! wypatrującydawnych jabłonek: i te bieleją minionemi laty,bezpowrotnem szczęściem — jakże gorzkiej! — młodości,która teraz przesuwa się zwolna na płaskiej płyciesłonecznego zegara (kolumnę zmurszałą oplata bluszcz)i miodem aż nadto słodkim roztapia się na wargach wiedzących —przymknij je! w pocałunkach wyziębły, ze studnipijące chciwie, nienasycenie, a przeciedotykały jeno własnego odbicia w mrocznej i zielonej głębi:muśnięcie złudy w pół-żywy

zamieniło cię posąg, a w płasko-spękanych piersiachklekoce pustka.Przeto, jeżeliś dzisiaj patrzeć zmuszony, zbyt słaby,by odwrócić źrenice od piękna zabójczego i uciszyćpalce chropowate, co nie śmią dotknąć fałszywych strun,dłonie okropnie męskie, co już tylko zdołająpieścić lub zabijać —spójrz! tam nieczekane zakwitły z wieczorazroszone gęste bzy.