Niebaczny na przestrogi...
Niebaczny na przestrogi, uległy pokusom,Opadam zwolna w czeluść, jako płomień płynny,Ważę się w niepewności, okropnie niewinny,Poddany woli ziemi i wyższym przymusom,Nad drzewami, co dymią w ofiarniczych stosach.
Duszny miód wypalanej w cieniu buków smoły,Aromat bursztynowy i balsam żywicy,Wznoszą podmuchem nagłym tętno błyskawicy,Bezgłośny, w widny ranek, spływam na parowy,I trwam, jak zatrzymany skurcz wonnej tętnicy.
A tam wesoło krzyczą. Spocone anioły,W koszuli rozchełstanej brodzą przez popioły,Odwinąwszy rękawy, wypalają szczeble,Pnę się śladem przez łęgi jak drwale wesoły,By stąpać górskim jarem, w mozole i biegle.
Pogoda wreszcie czeka. Obłok się rozchmurza,Wieją kaliny, przestwór dzban przezroczy poda,I, jak pasterz, ma klęczkach piję, kędy wodaKryniczna wargi poi i włosy rozburza.Wtedy powracam w ciemnie. Gromami tnie burza.