Romantique
Armandzie! gdybym zdołał wstrzymać cię na chwilęmuzyczną, co z jesienią tak czysto nas jedna...Wiem: silnem jesteś widmem, a ja słabo żyję,wargi twoje zuchwałe, a moje ze srebra.
Widzę cię... nie oddalaj się... walisz szpicrutąwśród borów rudych gniewnie klaczkę karo-gniadą.Nad wiarołomną schylasz się twarzą pobladłą,wisi nad wami księżyc, jak bezradne dłuto.
Zbyt wyraźnie oglądam... o, kopio Musseta,jak stąpasz, ostrogami szmer wzniecając liści...Wargi krzywi triumfu śmiech czy nienawiści,gdy przemijasz żałobnie w szronach z fioletu?
I znów posłyszysz złote gołębi gruchanie,które ziębi do szpiku, aż do dna mych kości,i znów zanurzysz rękę w krwawej serca ranie,niewierny, zagubiony w otchłaniach miłości.