Lenerula

Szymon Zimorowic (1608–1629)

Oto ja dzisia śmiertelną zasłonęCiała grubego złożywszy na stronę,Dziwnym a nie lada jakim pójdę na powietrze ptakiem,Wprawdzieć nie z Krety — z obłędliwych przecieBudynków, jakie Dedalus na KrecieSztucznie zbudował przed laty, wylecę człowiek skrzydlaty.Już mi nadzieja woskiem pióra spina,Już mi chęć skrzydła do barków przypina,Już mię myśl porywcza z niska pod jasne obłoki ciska.Terazże lotem wpadłszy między wiatry,Przez dzikie pola i oziębłe TatryI przez niezbrodzone rzeki polecę jako ptak lekki,Aż gdy roszańskie obfite dolinyI kąt mnie milszy nad insze krainyObaczę, natychmiast pióry puszczę się ku ziemi z góry;Tam raz przywitam, trzykroć ucałujęCzęść serca mego, którą tak miłuję,Że dla niej lubo śmierć, lubo żywot, przyjmę zawsze lubo.Widzę już, widzę oczy ukochane,Widzę jagody i wargi rumiane,Widzę postać niezmyśloną, mnie tysiąckroć ulubioną.Kto by cię nie znał, Symnozymie złoty,Jedyne moje na świecie pieszczoty?Tyś rozkosz ma nieodmienna, tyś myśl moja całodzienna.O dniu szczęśliwy, chciej się prędko spieszyć,Który stroskane serce masz pocieszyćNatenczas, kiedy na jawie swemu miłemu się stawię.