Kilka słów w obronie świętości małżeństwa

Tadeusz Boy-Żeleński (1874–1941)

Dziwny jakiś w pojęciachszerzy się zamęt,Czy małżeństwo to kpinyczy też sakrament?Jakaś zaraza padłaNa wszystkie nasze stadła,Zamiast siedzieć spokojnieWszystko dziś w wojnie.

Dawniej, kto się raz złączyłw bożym przybytku,Wiedział że ma do śmiercitrwać w swem korytku,Rozumiał, że ten związekTo twardy obowiązek,Dwie dusze w jednym cieleFlaki w niedzielę.

Co Bóg komu przeznaczyłbrano w pokorze,

Nikt nie robił grymasówże tak nie może.Cel przyświecał im wzniosły,Dziatki ku górze rosłyNo i tak się tam żyłoJakoś to było.

Jakież dziś społeczeństwaprzyszłość ma szanse,Skoro ludzie z małżeństwaczynią romanse?Dziś czy prosty, czy krzywyKażdy chce być... szczęśliwy!A to czysta wariacyaTa demokracya!

Wszędzie dziś do narzekańwidać tendencyę,Wszędzie skargi na mężówimp... ertynencyę,Trudno, mój miły Boże!Każdy robi co może:Wszakże nie jest nikt z panówPułkiem ułanów…

Ówdzie znów mąż stroskanykrzyczy: o rety!Jakto, ja mam żyć z gęsiązamiast kobiety?

Są i takie wypadkiFakt znów nie jest tak rzadki,Spojrzyj pan po tej rzeszyTo cię pocieszy.

Tam znów młode dziewczątkowprost od ołtarzy,Staje w progu sypialniz powagą w twarzy,Zapowiada ci ostro,Że chce być tylko siostrą...(Moja miła pieszczotko,Bądźże choć ciotką!)

Wszystko dziś rozwodamisobie urągaSeparacyą od stołuno i szezlonga:Łączą się parki lubeZ sobą niby na próbę,Nim nie znajdzie się czegoPrzyzwoitszego...

Gdy więc takie dziś maciekapryśne gusty,Nie mięszajcież kościołado tej rozpusty,

Kto ma interes pilnyNiech bierze ślub cywilnySkojarzy młodą paręPrezydent Sare.

Pisane w r. 1909.