Z podróży Lucyana Rydla na Wschód (Grób Agamemnona)
Niech fantastycznie lutnia nastrojonaWtóruje pieśni tragicznej i smutnej,Bo — Rydel wstąpił w grób AgamemnonaI pysk rozpuścił w sposób tak okrutny,Że rozbudzone nawpół trupy z cichaSzepcą do siebie: cóż tam znów, u licha?!
„O, cichym jestem jak wy, o Atrydzi,— Bełkoce Rydel z zapienioną twarzą —„Ani mnie kiedy moja małość wstydzi,„Ani się myśli tak jak orły ważą — —(Tu wydał cichy jęk grobowiec niemyJakby chciał mówić: ach, wiemy to, wiemy!)
„Z tej ziemi, którą boski Homer śpiewał,Niechaj przeszłości szepcą do mnie głosyLudu, co także „pod spód nic nie wdziewał”I także „chodził z gołą głową, bosy”;Niech mówi do mnie duch helleńskich braci,Co także, jak ja, nie nosili g . . .
„I gdy tak błądzę po Hellady błoniach,Dziwne mam wizye przed duszy oczyma:W tej chwili dają do kolacyi w Toniach,Wszyscy zasiedli — tylko mnie tam niema...Na stole kluski... i jajka sadzone...A dzieci mówią „pod Twoją Obronę...”
„I wraz otrząsłem się z pogańskich baśni,Ukląkłem cicho i złożyłem ręce —I zaraz w sercu stało mi się jaśniejI dziękowałem Najświętszej Panience,Za to, że swoich łask mi wciąż użyczaI mnie wysłała tu — nie Cięglewicza...