Kolosseum

Tadeusz Miciński (1873–1918)

W mroku gwiazd

Ruinom podobne serce moje — ruinom ogromnym i bezkształtnym.Mrok otulił rany moje, po lazurowych wschodach prowadzi mię zaduma w gwiazdy.Oryonie — bracie mój — w purpurowem zarzewiu wulkanów czytający księgę przeznaczeń —i Ty, siostro moja, Andromedo, przykuta do skał —i Ty, łamiąca dłonie Kassyopeo, której córę wzięło na pożarcie złe bóstwo — miłość —i Ty, Perseuszu, coś ujarzmił obłąkane loty swojej wyobraźni —i Ty, Liro — i Ty, Orle — i Ty najbliższa nam grzywo Centaura —— — o gwiazdy magowie, składający hołd wiekuistnemu Sercu! wzmocnijcie chlebem aniołów mnie — najciemniejszego z tułaczów po otchłani.

Męczennicy, których krew użyźnia bryłę ziemi — dziewice, niewinniejsze od lilij — młodzieńcy, dzielniejsi od posągów — rozżarzcie serce moje w trybularz wonności.I wy, Geniusze, tworzący wszechład — ogień — wodę — powietrze i ziemię — eter — gwiazdy i przeznaczenie gwiazd —świeczniki boże siedmioramienne — skrysztalcie mię w klejnot wiedzy, na czarny węgiel rzućcie iskrę objawień.

Aniołowie — otom dzwon zaryty w piasku, — na wysokich górach postawcie mię braciszkowie moi, abym dolinom opętanym w mroku zwiastował Ducha Pocieszyciela.

O ruiny serca mego, ogromne i bezkształtne w mroku — poryte wąwozami cieniów, które nie wiem dokąd zawiodą — pełne więzień i klatek na potwory, łańcuchów — pordzewiałych od krwi i od łez —— — Czarodzieje filtrują jady w przysionkach mych —handlarze bronzu rozkopują łono moje —niewolnice kupczą wdziękiem Afrodyty —dumna młodzież rozpędza rydwany dokoła cyprysowych alej —lecz łasice gryzą się w ciemnościach, a świerszcze sykają nad upadkiem —i tylko gwiazdy wświecają się w sznur obłąkanych nieskończonością okien —a niebiosa rozwinęły się nademną jako szafirowe żagle.

O przedwieczne rodzeństwo — aniołowie,geniusze i święci — dźwignijcie księżyc z fali morza zamarzłego — niechaj cyprysy moje napełni szmerami proroctw.

W ciemności schodzi duch mój — w ciemności roztęczone od szronu gwiazd — łyskające kopułą czarodziejskiego zamku, gdzie białe rumaki strącane są w głuche jeziora — a w fosforycznych grotach ucztują widma potępionych.

Tysiącoletnie drzewa rozpaczy nurzają się w lodowych zatorach, płyną szeleszcząc ku bezdennym wirom — nad mglistym wyżłobionym lejem Anioł śmierci waży się w krwawym płomieniu, niby dogorywająca na wieży latarnia.Stało się —zapadły podemną niebiosa — kępa kwiatów pod stopą kamiennego olbrzyma i mrok zgęstniał dokoła.A nad głębiami Duch — gasi gwiazdy — i rozżarza wizye, świetniejsze od gwiazd.