Grecja niepodległa — Rozdział V
Jako gwiazd korowody zaćmiewa słońce promienne,Jako zagłusza gwar strug morze łoskotem swych fal:Mędrców tak innych przewyższył w zaszczytnem współzawodnictwieWieszcz Epicharm, co skroń wieńczył Syrakuz mu lud.
Grodzie sąsiadom niemiły lecz miły potęgom niebieskimBroni krwiożerczej nie wynoś za progi swoich pałacówI przedewszystkiem chroń głowę: tkwi w głowie i ciała ratunek.
Olimpijskiego nie zdoła ubłagać Zeuada Pallada —Próżno się doń i mową i myślą wstawia za wami,Ty zasię słuchaj mych słów: jako stal jest niezłomne, co rzekę:Wszydtko posiędzie wróg, od skalistej Kekropsa warowniHen, aż po jar Cyteronu boskiego, lecz jedno ostanie:Mur swej córze drewniany daruje szerokowidzącyZeus, by nie zburzył go nikt: wadze dzieci i was on ocali.
O wędrowcze, gdy przyjdziesz do Sparty, ludowi jej powiedz,Że w myśl ojczyzny swej praw, kości złożyliśmy swe.
Wódz Hellenów Pauzanjasz, zniszczywszy Medów potęgę,Pamięć zwycięstwa czcząc, święci Febowi ten dar.
Śmierć płodzi łan, gdzie był posiany grzech.
Wie o jego dzielności przesławny gaj Maratonu,Zna jego męztwo i wróg — zna długowłosy je Pers.
Rzekł — i na znak czarnemi poruszy brwiami Kronida,Włosów wonnych kędziory od głowy wszechwładnej skinieniaCicho naprzód pomknęły, i Olimp drgnął wielowzgórzysty.
Współkochac przyszłam, nie współnienawidzieć.
Żył długo, i śmierc w porę go zabrała,Ustrzegłszy go od przeciwności lodu.