Dumy moje

Taras Shevchenko (1814–1861)

DUMY MOJE…

Wielce Zacnemu Panu Drowi CyrylowiStudyńskiemu przekład ten dedykuję. S. T.

Dumy moje, dumy moje,Jakże źle mi z wami!Przecz stoicie na tych kartkachSmutnymi rzędami?Czemu wiatr was nie rozprószyłW stepie, hen po świecie,Lub niedola nie uśpiłaJako swoje dziecię?

Ta niedola was zrodziła w świat na pośmiewisko,Łzy kąpały… Czemuż łez tych topieliskoW morze was nie zniosło lub nie zmyło w polu?Niktby mnie nie pytał, czemu ckny mi świat,Niktby nie zapytał, skąd mi wątek bolu,Czemu los przeklinam… „Pędziwiatrów brat!“Nie rzekliby, szydząc.Dzieci, moje kwiecie!Pocom ja was tulił, was, swój drobny mak?Czy choć jedno serce załka tak we świecie,Jak jam z wami płakał? Może też to tak…

Może znajdzie się dziewczęceSerce, zadrgnie w męce,Łzami olśni ciemne oczy;Ja nie pragnę więcej.Jedna łza — i jam na chwilęMocarz nad mocarze!Dumy moje, źle mi z wami,Więc się wami skarżę…

O tych czarnych brwiach i oczach,W noc bezsenną, czułą,Serce — tęskne i radosneOpowieści snuło;Opiewało, jak umiało,Sielskie noce ciemne,Strojny w zieleń sad wiśniowy,Pieszczoty tajemne.O mogiłach i o stepachHen po Ukrainie, —Serce śniło na obczyźnie,Milcząc w śnień godzinie.Nie chciałem ja pośród śniegówKozaczej gromadyZ buławami, z buńczukamiZwoływać na rady.

Niechaj mi kozacze duchyBujają szerokoW Ukrainie, tam, gdzie kresuNie odszuka oko;Gdzie, — jak wolność, co minęła, —Dniepru nurt rozlany,Step i step bez końca, w stepieJak góry, kurhany.Tam się lęgła, tam urosłaTa kozacza WOLA,Co wrogami, tatarami

Zasiewała pola;Dżdżem przelanej krwi skrapiała,Stepów żar chłodziła,Aż spoczęła. Oto nad niąWyrosła mogiła.Nad mogiłą Orzeł czarnyZwisł, sprawując straże…O mogile dobrym ludziomŚpiewają kobzarze.Ślepce — dzieje opiewają,A ja… ja — niemowa:Mam ja łzy o Ukrainie,Ale nie mam słowa…A o troskach — precz mi z troską!Kogoż-to nie trudzi?!Kto przez duszę na świat patrzy,Przeze łzy na ludzi —Piekło przejdzie na tym świecieA w tamtym…TroskamiNie nakłonię sobie szczęścia,Gdy mi nie łaskawe.Żyjcież smutki czas niekrótki,Skryte w sercu, krwawe.W pierś je skryję, w serce wpijęWężową obręczą,Aby nawet wróg nie przeczuł,Jak one mnie męczą.

Niech myśl moja, jak kruk czarny,Wciąż krąży i kracze,A me serce w noc, jak słowik,Jąknie i zapłaczeCicho: ludzie nie wyszydząPogardliwą zgrają…Moich ran nie ocierajcie,Niechaj krwią spływają!Niech na cudze pola rzekąMoja łza się toczy,Aż na wieki mi zasypiąCudzym piaskiem oczy…

Dumy moje, dzieci moje!Całe życie mroczneWas tuliłem, — wychowałem,Cóż ja z wami pocznę?W Ukrainę idźcie, dzieci,W naszą Ukrainę,Popod płoty, sierotami,A ja — tutaj zginę.Tam znajdziecie szczere sercaI słowa łaskawe,Tam znajdziecie szczerą prawdę,A może i sławę…

Przyjmij, matko Ukraino,Te sieroce rojeMoich dzieci nierozumnych,Jako dzieci swoje.