Cóż to znów za myśl nowa...

Victor Hugo (1802–1885)

Traducido del francés por Zenon Przesmycki

— Cóż to znów za myśl nowa, piękna kapryśnico,Bym w chwili, gdy śród liści złote plamy świécą,Gdy miękka trawa wabi w chłodne lasu cienie,Mówił ci o Esslingu, Eylau lub Jenie?Mówmy o swej miłości, rzućmy boje krwawe.Tak, pradziadowie nasi z wojen brali sławę,Mój ojciec był też jednym z olbrzymów drużyny;Lecz i dziś, gdy czas przyjdzie myśl zamienić w czyny,Za bary wziąć się z burzą po dniach błogiej ciszy,Ci wielcy godnych śród nas znajdą towarzyszy;Walczyć będziem, jak oni, choć z rozpaczą w duszy,Z równem sercem, choć z siłą nie tą już, co kruszy, —Świat usłyszy, jak róg nasz bojowy podźwięka,Lecz dziś ty mnie, ja ciebie — kochamy. JutrzenkaPrzepełnia światłem pola, niebo, serca nasze;Śmiały się z Horacego wróbelki-judasze,Gdy, siedząc przy Barynie wzruszonej, różowéj,Wiódł długie o czem innem zupełnie rozmowy.Mam-że zdumieć te błonia, lasy pełne szumu,Widokiem człeka, co ma mniej niż ptak rozumu?.........................................Kochajmy. Maj to jasnych, słodkich uczuć pora.

Dla Klebera, Ajaksa, Marceau lub HektoraNiema miejsca śród pól tych ciszy i słodyczy,Gdy wiosna w głębi lasów budzi chór słowiczy;Bo Homer może tylko strwożyć Teokryta;Moschus drży przed eposem miecza i dziryta;Przed lekkonogim boskim Achillem w zawodyPierzchają pląsające w gajach chorowody. —

Ona rzekła mi na to w róż kwitnienia porze:

— Druhu, nie myśl, że słucham tych słów twoich może;Nie gniewam się na ciebie; wiem, tak w tajemnicyMówi się do kochanki swej i... niewolnicy.Tak, jutrzenka przystraja bór w świeże uśmiechy,Wonny kwiecień nadbiega z lir słodkiemi echy;Ptaków, którym nie ciąży nic, brzmi pieśń radosna;Tak, jeśli co nam serca przepełnia, to wiosna,To idylla, Astrea, to Flora i Maja,To raj ziemski... To również smutek, co upaja.Niech wszystkie kwiaty kwitną i pachną mnie gwoli,Ja marzę o dzwonnicy Strassburga w niewoliI widzę, poprzez cudną eklogę przede mną,W dali na widnokręgu jej wieżycę ciemną.Ach, mów mi, mów o wojnie! Gdzież dumne wyzwania?Myśl o dziadach mnie myślą o synach podzwania.By rodzić bohaterów — pięknie być kobiétą;Odbierzmy niebu wielką duszę już odżytą;Zawrzyjmy wielki hymen! Kocham cię, wiesz o tem;Lecz pod posępnym, drżącym tych dębów namiotem

Nie miłość, lecz gniew święty owłada mą duszę;Nie zna wstydu, kto hańby przenosi katusze;Kraj mój — — to jedno twarz mą ogniami spopiela!Bierz mnie — lecz niechaj uścisk twój stworzy mściciela!