Legenda wigilijna (Reymont, 1923)

Władysław Stanisław Reymont (1867–1925)

• ...Szedł Pan Jezus ze św. Piotrem i Judaszem, gdzieś od Ujazda ku Piotrkowu.

Dawno to było, bardzo, bo gdzie teraz sucho — wody były, a gdzie teraz pola — lasy były i takie pustki, że co mila to wieś, a co druga — dwór pański stał.Pan Jezus całkiem przemarzł, jako że obleczenie miał mizerne i mróz był siarczysty, bo to było w wigilię Bożego Narodzenia.Jeść im się chciało, a tu ani chałupy, ani karczmy, ani człowieka nigdzie, tylko bory a pustki. Posiadywali sobie z utrudzenia co staje, ale zaraz szli, bo wilcy i drugi zwierz dziki chodził stadami za nimi i wył, aże skóra cierpła.Św. Pietrz wyłamał sobie niezgorszy kijaszek, a Judasz wziął kamień w garść, ale Pan Jezus im na to rzekł:— Nie bójta się ludzie, Ja jestem z wami...Św. Pietrz i Judasz się nie bali, ale zawżdy co zwierzak zły, to zły, a z kijaszkiem albo z kamieniem w garści, przezpieczniej i śmielej człowiekowi iść.Pod wieczór doszli do jakiegoś dworu i myśleli, że się tam ogrzeją i pożywią, ale dwór miały Niemcy, które ich wygnały za wrota na bory, na lasy.Św. Pietrza taka złość ścisnęła, że chciał kijaszkiem choćby ino raz Niemca lunąć przez łeb, a Judasz gadał:— Takim zły, Panie, takim zły, że choćby tę kokoszkę, co siedzi na płocie, wziąć — to wezmę.Pan Jezus im na to:— Scierzpcie... Ludzie są ciemne i dlatego głupie i złe. Tylko małpa małpie plecy szarpie, a człowiek za człowiekiem powinien stawać i pomagać, jeszcze tak będzie na świecie.Ruszył przodem i coś gadał po cichu do siebie, a oni za nim szli... szli... a mróz był coraz większy i jeść im się chciało coraz bardziej. Szli... szli... aż i napotkali karczmę.— Wejdziem — rzekł Pan Jezus — poczciwe ludzie dyć są na świecie.— Panie! — odpowie św. Pietrz — ale ja już nie mam ani grosika.Pan Jezus obszukał koło siebie i nic nie znalazł. Zafrasowało się serce Pańskie, ale mówi:— Nie mam i ja. Może ty, Judaszu, co masz, to pożycz.— Mam złoty! — a miał dwa, ino, że mu było żal pożyczyć.— Daj! kiedy więcej nie masz i ten złoty.Pan Jezus przecież wiedział, że on cygani.Judasz samą koprowiną wysupłał 28 groszy, daje i powiada:— Podziały mi się gdziesik dwa grosze... — bo sobie myślał, że choćby dwa grosze mniej straci.Pan Jezus pieniądze wziął i zaraz do karczmy weszli.— Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!— Na wieki! Witajcie ludzie, a skąd to Pan Bóg prowadzi?— Ze świata, moja pani karczmarko, ze świata. Zziębliśmy, głodniśmy, może nas pani czem pokrzepi.. bo ledwo dech się w nas tłucze z utrudzenia.— Chleba nam pani dajcie — rzecze św. Piotr.— Niema.— No to choćby samego syra, abo kiełbasy...— Niema moi ludzie...— Może pani mają choćby z miseczkę kapusty abo i kartofli?— Niema nic, bo przed wami jakieś ludzie byli i zjedli wszystko do ździebka.— A gorzałkę macie?— Gorzałka to jest, ale tylko prosta śmierdziucha, bo śprytu i słodkiej zabrakło.— Może się napijecie? — pyta Pan Jezus.Judasz jeno splunął, a św. Pietrz rzeknie:— I... półkwaterek jaki by nie zawadził, bo aże mi we wątpiach piszczy i na duszy już mi całkiem ckno.— Śledzie może są? — powiada Judasz, bo żółtek łasy był na rybki!— Niema śledziów.— Cóż ja wam biednym poradzę! — narzeka Pan Jezus.— Żebyście zapłacili, to znalazłaby się gąska może...— Zapłacimy rzetelnie — powiada Pan Jezus. — Moiściewy, a to dajcie tę gąskę, zobaczymy i stargujemy.Karczmarka przyniosła z komory gęś.Najpierwszy obejrzał Judasz, jako że on przedtem był handlarzem i człowiek był znający — ale tylko gąskę zważył w ręku, dmuchnął jej w piórka pod brzuch i powiada:— Chuda!.. całkiem chuda, niby wiór. Mnie jednemuby starczyła, ale na trzech, na jeden ząb.Św. Pietrz ino się drapał po głowie, bo jemu samemuby nie starczyło.— Upieczcie ją pani — kazał Pan Jezus, a potem mówi do nich:— Prawda Pietrze, że na nas trzech zamało?— Zamało Panie, żeby tak do niej z grzeczną miseczkę, abo i dwie kapusty, z bochenek chleba, toby na okrasę było dość, ale tak...Pan Jezus pomyślał i rzekł:— Zrobimy tak: teraz pójdziemy spać, to się głód trochę oszuka, a przez ten czas gąska się upiecze, a jak wstaniemy, to ją zje ten, któremu się będzie śniło najlepiej.Pokładli się zaraz na przypiecku i posnęli.W jaką godzinę, czy dwie Pan Jezus przecknął.— Wstawajcie!... a co ci się śniło, Pietrze?— Śniło mi się, Panie, jakobym był twoim włodarzem, że i klucze miałem od gumien i łaskę, i chałupę swoją miałem, i żem ci, Panie, służył wiernie.— Dobrze, dobrze, będziesz, parobku kochany, włodarzem moim — rzeknie Pan Jezus i ścisnął świętemi rączkami Pietrzową głowę. — A mnie się śniło, że byłem już w niebie, bo na świecie nie było już ani złych, ani ciemnych, ani biedaków; bo już wszystkie chłopy miały grunty, i wszystkim ludziom było do cna dobrze.— Twoja gęś, Panie, bo ci się śniło lepiej — odpowie św. Pietrz, i chociaż go mroczyło z głodu, markotności nie miał w sobie.— A tobie, Judaszu, co się śniło? — zacznie Pan Jezus słodziutko, pozierając na żółtka, co się zwlókł dopiero z przypiecka, a oczy tarł, a poziewał.— Mnie się, Panie, śniło... że wstałem we śpiku i gąskę zjadłem... — odpowie cicho i ślepiami wierci podłogę.— Jużci... niezgorzej ci się śniło, niezgorzej... Gospodyni, a dajcie nam tę gąskę.Karczmarka przyszła i powiada, że ten żółtek gąskę zjadł, że nawet kosteczków dla psa nie zostało.Pan Jezus spojrzał miękko na Judasza i powiada:— Śniło ci się, żeś zjadł gąskę — Judaszu? całkiem dobrze ci się śniło...— Śniło mi się, Panie — odrzeknie cicho — a nie patrzy, tylko skubie tę swoją żółtą brodę.— Śniło ci się... to już sobie tu zostań, Judaszu... Śniło ci się, to niechże ci się przyśni jeszcze, żeś zjadł gąskę i z kapustą i w kompanii, a my pójdziem Pietrze, poszukamy takich, co nam jeść dadzą i nie ocyganią.I poszli we dwóch.I dlatego to teraz naród polski wigilie bardzo obserwuje, a żydy i jensze heretyki — nie.