Trzej Stańczykowie

Włodzimierz Zagórski (1834–1902)

Smok wawelski trzech ćwikówTęgich jak sam, StańczykówNa biesiadę wysyła i rzecze.„Włóżcie białe krawatki,W fontaź zwiążcie je gładkiI niech każdy frak czarny oblecze“.

„Zyblikiewicz nas zdradził,Cały Lwów tu sprowadził,Ach, i Poznań i Wilno z Warsęgą!Uczty, gody, bankiety!A korona — o rety!Półwiekowy uczciła trud wstęgą“.

„A, pokpiliśmy sprawę,W chłodną krzepnąc postawę,Nie odgadłszy „co myślą u góry“;Trza front zmienić koniecznie.Bo świat drwiłby z nas wiecznieJak z podartej żydowskiej jarmury“.

„A więc spieszcie na gody,I zrzuciwszy z serc lody,Niechaj każdy z Was mówkę wypowie.Czeski lew tu dziś gości,A więc pełen miłościPierwszy Czechów niech wzniesie mi zdrowie!

„Drugi niechaj z koleiBrząknie w struny nadziei,Toastując na przyszłe mi czasy;Zgody zasię niech trzeci,Zapał w sercu roznieciWznosząc toast na cześć polskiej prasy!“

„Wiele robi, kto musi!Więc niech każdy wykrztusiTen, com zadał mu gładko mi pacierz;Każdy mowca z was tęgi,A symbolem wszak wstęgi,Nauczyła paciorka was macierz“.

Rzekł; — więc białą krawatkąOzdobili kark gładko,Strojni, jakby na bal „gdzie u dworu“,I nie tracąc i chwili,Na biesiadę przybyli,Niby słodcy, a pełni rankoru.

I wśród uczty najszczerszej,Wstał z kielichem ćwik pierwszy:W słowach jego miłości ni trocha;Sensu wcale, ni taktu,A stwierdzenie li faktu,Że p. hrabia nie-hrabiów nie kocha.

I wśród bratniej biesiady,Wstawszy drugi z plejady,Jął się chwalić aż grzmiało po sali,Zwał się „strażą pożarną“,Co jest nader ofiarną,A skuteczną tam — gdzie się nie pali.

Wspomniał także na blizny,Które w służbie ojczyznyPoniósł — kiedy? zatrzymał w sekrecie;Więc nie płaczcie sąsiedzi,Bo że źle ten nie siedzi,Kto Stańczykiem, wszak dobrze to wiecie.

I wśród uczty tej bratniejW stał z plejady ostatni,I — słóweczka jednego nie przydam,Plótł in usum delphiniJak sterować opinii; —Mości sutor! ne ultra crepidam!

— Kiedy Smok to usłyszałWściekłym bolem zadyszał,Pysk mu brzydko się skrzywił pod maską,I — do łez was poruszę! —Djabłu smoczą dał duszę;Rycząc „Fiasco! Ach, trzy razy Fiasco!“